Dlaczego chodzimy na koncerty?

Pytanie, dlaczego chodzimy na koncerty, nie jest pozbawione sensu. W czasach, gdy dzięki możliwościom technicznym istnieją idealne sposoby zapisywania i odtwarzania muzyki, ciągle cenimy kontakt z „żywymi” dźwiękami i wykonawcami. Dlaczego nie zaszywamy się w domu z płytami i odtwarzaczami, a godząc się nawet na pewne niewygody, wyruszamy do filharmonii, na stadiony, do hal widowiskowych, sal koncertowych i kameralnych klubów? Co nas pociąga w świecie dźwięków wydawanych przez ludzkie gardło i instrumenty muzyczne?

Wydarzenie kulturalne. Zacznijmy od filharmonii. Dla wielu to „świątynia sztuki”, która wydaje się zarezerwowana tylko dla poważnych melomanów, którzy wystrojeni w ciemne garnitury i eleganckie suknie, dostojnie wkraczają na salę, by z zadumą wysłuchać muzyki w wykonaniu orkiestry symfonicznej, do rozumienia której zostali przygotowani przez środowisko i wychowanie. Nic podobnego. Koncerty muzyki poważnej nie są dla elit. Widownia się zdemokratyzowała, można zobaczyć dżinsy i swetry, zdarzają się nawet młodzi ludzie. Fakt, nie jesteśmy przygotowywani do odbioru muzyki poważnej, może wymaga ona więcej wrażliwości, ale niczego więcej. Muzyka, każda muzyka to emocje, a przecież umiemy je wszyscy przeżywać. Nie należy kojarzyć filharmonii z nudą. I tam jest miejsce na żart, dowcip, lekkość. Uwielbiam koncerty w moim rodzinnym mieście prowadzone przez dyrygenta, który jest samą radością, pasją i entuzjazmem. Czuję się wtedy bogatsza o te doznania. Filharmonicy coraz częściej wychodzą do „mas”, grając koncerty w kościołach czy nawet w plenerze, by dać ludziom stroniącym dotąd od tego rodzaju muzyki możliwość kontaktu z kulturą wysoką i niejako zaprosić ich na sale koncertowe. A że to się udaje, świadczy fakt, że wcale nie jest łatwo o bilety do filharmonii. Na przeciwległym biegunie postawiłabym wielkie imprezy plenerowe, na których dają koncerty wielkie gwiazdy muzyki popularnej przybyłe z wielkiego świata. Nie bez przyczyny mnożę tu przymiotnik „wielkie”. Dorzucę jeszcze: wielkie widowisko, wielka liczebnie publiczność, wielkie emocje. Dlaczego ludzie jadą z drugiego krańca Polski, by zobaczyć artystę zwykle tylko na telebimie, a muzyki posłuchać w warunkach, delikatnie mówiąc, niezbyt komfortowych? Mam odpowiedź: atmosfera, magia i czad, których nie odda muzyka z płyty. Dla niektórych odbiorców muzyki, do których się zaliczam, taką magię i czary stwarzają kameralne koncerty w niewielkich, zacisznych klubach. Nie każdy rodzaj muzyki może być prezentowany w takich warunkach, niektóre koncerty wymagają przestrzeni i tłumów. Tu zaś idealnie sprawdza się piosenka literacka, poetycka, nastrojowa. Bliski kontakt z wykonawcą, dyskretne dźwięki, ta nić porozumienia między artystami a publicznością.