Artysta.pl na Facebooku

Czy polskie społeczeństwo zaakceptuje kulturę queer? Koncert Brendy Walsh na warszawskiej Pradze.

W końcu przyszła wiosna, a wraz z nią umilić czas warszawiakom postanowił zespół Brenda Walsh, który dał koncert 12 kwietnia w przeniesionym tymczasowo do Praskiego Konesera „Latającym Śnie Pszczoły”.

Już na wejściu przekonaliśmy się, jak wiele zmian musiał zastosować Sen po tragicznych wydarzeniach, które go dotknęły w ostatnim czasie. Poza samą przestrzenią i wnętrzami bardzo zmienili się ludzie spędzający tam czas, którzy z artystycznej widowni przeistoczyli się w typową „hipsterską warszawkę”. Ale to dla nich już po samym otwarciu drzwi z głośników płynęła rock&rollowa muzyka z lat 60, 70-tych. Świetna zabawa trwała w najlepsze. Tańce, alkohol, muzyka przeniosły gości kilkadziesiąt lat wstecz.

Koncert odbywał się w dolnej sali. Schodkami w dół i … zaraz, zaraz. Chyba Sen Pszczoły postanowił nam przypomnieć o niedawnej temperaturze, gdyż w piwnicy temperatura niewiele przekraczała granice zera? Publiczność w kurtkach czuła się mniej więcej jak na zimowym koncercie plenerowym. Widownia była opatulona w szaliki, a niektórzy ubrali nawet czapki.

Chwilę przed północą na scenie pojawili się zaproszeni przez SoulBowl muzycy Brendy. Już pierwsze dźwięki udowodniły nam z jak fenomenalnych instrumentalistów składa się zespół. Jedynie do nieczystegop wokalu Radka można było się przyczepić. Gdyby ten mały, ale dosyć istotny element działał jak trzeba, moglibyśmy śmiało powiedzieć, że koncert był idealny. Świetne flow i energia płynąca ze sceny bardzo szybko udzieliła się publiczności, która z górnej sali przeniosła się ze swoimi tanecznymi umiejętnościami pod scenę. Już przy pierwszych piosenkach widać było, że ludziom się podoba. Większość podrygiwała i tańczyła, a gdy zabrzmiał znany z bardzo kontrowersyjnego teledysku z Marcinem Dorocińskim utwór Porn Site, publicznośc wczuła się w rolę wokalisty, nie tylko powtarzając jego ruchy, ale i śpiewając razem z Radkiem Rejslem.

Na koncercie obok utworów Brendy Walsh takich jak Your House, Work to the be czy Impotencja, pojawiło się kilka coverów m.in. Who do you think you are Spice Girls czy Gypsy Woman, który wykonywał Sam Sparrow. Instrumentaliści Brendy pokazali klasę pod każdym względem. Zarówno utwory własne jak i covery były naprawdę na wysokim poziomie. Wiktor Kopeski (gitara) i Marcin Cichocki (klawisze) wywołali bardzo dużo emocji swoją grą, natomiast z mojej perspektywy na największy podziw zasługuje sekcja rytmiczna, zazwyczaj kompletnie niedoceniana. To, co pokazał nam basista Kacper Zasada, było niesamowite. Już dawno nie słyszałam młodego basisty, który potrafiłby swojemu instrumentowi nadać tak cudowny groove, który brzmiał w moich uszach jeszcze długo po koncercie. Jego styl gry, wyczucie rytmu, a także świetna technika bardzo wybijały się na tle zespołu, a solówka przy okazji jednego z kawałków pozostanie dosyć długo w mojej pamięci. Natomiast na największe uznanie zasługuje Daniel Kapustka i śmiało mogę powiedzieć, że jest najzdolniejszym perkusistą młodego pokolenia. Jego gra charakteryzuje się niezwykłą lekkością frazy, a także wspaniałą dynamiką i artykulacją, co świadczy o wielkiej swobodzie, jaka towarzyszy jego grze nawet przy najbardziej złożonym metrum. Mimo młodego wieku technika gry, muzykalność i umiejętności Daniela przyćmiewają talent niejednego doświadczonego polskiego perkusisty. Trzymam mocno kciuki, aby mógł się dalej rozwijać i spełniać w tym co robi.

W jednym z wywiadów Radek Rejsel powiedział: “W polskiej muzyce mało jest odniesień do środowisk homoseksualnych”. Brenda jest zespołem, który próbuje pokazać inne oblicze muzyki, umieszczając siebie w tzw. kulturze queer. Ewidentnie kontrowersyjny styl bycia wokalisty i sposób na własną prezentacje mocno się w nią wpisuje. Epatujące seksualnością ruchy Radka na pewno nie przekonają wszystkich, natomiast liczę, że polskie społeczeństwo otworzy się także na tego typu sztukę. Zespół charakteryzuje się także dosyć mocnymi kontrowersyjnymi tekstami. Na pewno nie pozostawią one publiczności obojętnej. Minusem koncertu było zachowanie wokalisty, który próbował wszystkich przekonać bardziej do siebie niż muzyki zespołu. Podczas koncertu z ust Radka padły słowa: „Nie ważne o co chodzi, ważne, aby było zabawnie”. Na pierwszym planie zamiast prezentować czysty wokal, postawił na jego obycie sceniczne, ale czy o to chodzi? Myślę, że niekoniecznie. Najpierw musimy postawić porządne fundamenty, a dopiero na końcu dodać te drobne elementy, które w tym przypadku wokalista wysunął na pierwszy plan.

Brenda Walsh ma jeszcze przed sobą sporo pracy, natomiast ich kontrowersyjność, niesamowici instrumentaliści i konsekwencja w działaniach na pewno zostaną docenione.



Dodał: Joanna Dzyr

Sobota 13 kwietnia 2013 19:33

Ilość odsłon: 2157

Ocena: 0 (Głosów: 0)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Nie znaleziono komentarzy

Promowane miejsca
Meskalina
Meskalina
Tu songwriterzy czarują publiczność, jazzmani przypominają o dekadach dekadencji, a laptopowi...

wielkopolskie / Poznań

Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia oferująca szeroki repertuar, zarówno w wykonaniu własnego zespołu jak i gości z...

dolnośląskie / Wrocław

Old Timers Garage
Old Timers Garage
Klub prezentujący koncerty na żywo i na najwyższym poziomie. Utrzymany w klimacie...

śląskie / Katowice

Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek PLECIUGA jest miejską instytucją kultury, która od 1953 roku prężnie funkcjonuje...

zachodniopomorskie / Szczecin

Zbiornik Kultury
Zbiornik Kultury
Młoda kultura potrzebuje przestrzeni. Zanim zdefiniują się hierarchie, zanim usankcjonują się...

małopolskie / Kraków