Artysta.pl na Facebooku

Jak to po plażach Zanzibaru przyszła pora na drogi krajowe, czyli długo oczekiwany projekt Grzegorza Turnaua z zespołem Zakopower

Długo wyczekiwaliśmy premiery wspólnego projektu Grzegorza Turnaua i zespołu Zakopower. Kiedy w 2010 Sebastian Karpiel-Bułecka przyjął bardzo interesującą propozycję duetu z Grzegorzem Turnauem i w efekcie ich wspólnej pracy powstał utwór Na plażach Zanzibaru, nikt nie planował dalszej współpracy. A jednak na początku 2013 oba zespoły stwierdziły: robimy wspólny projekt i jedziemy z koncertami w Polskę.

Premiera występu miała się odbyć 14 kwietnia w Sali Kongresowej. Kiedy ta informacja pojawiła się w mediach, bardzo szybko zaczęły znikać bilety, których na początku marca nie można było już nigdzie dostać.

Sala kongresowa wypełniła się po brzegi, ludzie zasiedli na wykupionych przez siebie miejscach i rozpoczęło się wyczekiwanie. Ja sama spodziewałam się bardzo wiele, tym bardziej, iż obydwa zespoły składały się z wybitnych osobistości polskiej sceny muzycznej, ale to, co działo się później, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Przy gromkich brawach publiczności, pierwsza na scenie pojawiła się orkiestra smyczkowa młodej filharmonii, aby zaraz po niej weszli muzycy zespołu Zakopower. Padły pierwsze dźwięki utworu Bóg wie gdzie, i do publiczności wyszedł Karpiel-Bułecka. Widownia oniemiała z zachwytu. Podczas trwania piosenki pojawił się Grzegorz Turnau i wraz z kolegami zaśpiewał część utworu, a następnie przywitał się z publicznością oraz przedstawił swoich „najbardziej wysuniętych na południe kolegów”, oddając scenę w ich ręce. Drugi wokalista nie omieszkał przywitać się także w swoim imieniu słowami: „Chciałbym wypić zdrowie państwa, ale nie dostarczono nam napojów”, co w żartobliwy sposób zmobilizowało technicznych do przyniesienia chłopakom wody na scenę.

Po tej krótkiej rozmowie scena przeszła w ręce górali. Zakopower przeniósł nas do podhalańskiej krainy, wykonując utwory ze swojej ostatniej płyty. Zupełnie nowe aranżacje, a także przepiękne solówki zawładnęły Salą Kongresową. Każdy muzyk dostał możliwość pokazania się od najlepszej strony, ale moje serce zdobył Dominik Trębski, który promieniował najbardziej pozytywną energią, radośnie skacząc, grając na tamburynie i trąbce. Obok mniej znanych piosenek zespół wykonał m.in. Kroplę, a swoją część zakończył utworami Boso oraz Galop podczas których szczęśliwa publiczność włączyła się do wspólnej zabawy, śpiewając i rytmicznie klaszcząc. Podczas tej części mogliśmy usłyszeć fenomenalne solówki Sebastiana Karpiel-Bułecki na skrzypcach, kozie, a w jednym z utworów nawet na fujarze słowackiej. Uwagę zwrócił na siebie również Łukasz Moskal, który podczas Galopu zagrał zapierające dech w piersiach solo na perkusji. Natomiast basista Michał Trąbski od samego początku pokazywał klasę, nie tylko świetnie grając, ale także dobrze się bawiąc – z uśmiechem na twarzy, rozbujany uderzał w instrument.

Po 7 przepięknych kompozycjach na scenie z powrotem pojawił się Grzegorz Turnau, tym razem już z całym swoim zespołem. Krakowsko-podhalańska grupa wykonała wspólnie zmiksowany utwór Wandy Czubernatowej Kac, z piosenką "Murarz" którego słowa napisał Michał Zabłocki. W tym też momencie przenieśliśmy się w rejony Krakowa i Piwnicy pod Baranami, a Zakopower zniknął za kulisami. Pod nieobecność Karpiel-Bułecki, Turnau postanowił udowodnić. że nawet góralskie kompozycje da się przełożyć na gwarę krakowską i wykonał kawałek Cy to ta w wersji Czy to ta. Co prawda w innej aranżacji i innej tonacji, ale jak to powiedział „w drodze z Krakowa do Warszawy traci się około tercji, więc nie miałem możliwości zaśpiewać w a-mol”. Kolejne utwory znane nam są z innych koncertów artysty. Pojawiła się m.in. 11:11. Turnau nie omieszkał wspomnieć o Grzegorzu Ciechowskim wykonując utwór Republiki Stojąc w kolejce czy Bronisława Maja w piosence Sancho. W tym też utworze solówka Jacka Królika totalnie przygniotła nas do podłogi. Część należącą do krakusów zakończył utwór Tak, nie mów tak, podczas którego z powrotem na scenie pojawił się Zakopower.

Krakowska część należała ewidentnie do dwóch muzyków. Przede wszystkim do Jacka Królika (gitara), który pewny siebie rozstawiał resztę muzyków po kątach, a także do Roberta Kubiszyna (bas). Według mnie to własne ten muzyk należy do ścisłej czołówki polskich basistów, a swoim niezwykłym wyczuciem, lekkością i wyrafinowaną grą, tworząc przepiękny groove, ewidentnie nam to potwierdził.

Zwieńczeniem koncertu miał być utwór Na plażach Zanzibaru. Grzegorz Turnau przedstawił zgromadzonej publiczności słynną już historię, jak to Jan Kanty-Pawluśkiewicz podarował mu tę piosenkę, a wokalista po przesłuchaniu stwierdził, iż utwór jest świetny, ale to nie on powinien go wykonywać tylko Zakopower, choć tak mu się spodobał, stwierdzil iż nie odda go im tak łatwo. Przesłał ładnie opisaną propozycję wraz z demo utworu do Karpiel-Bułecki, licząc na tak samo długą odpowiedź, a dostał, oczywiście smsem, krótką wiadomość: „Wchodzę w to”. I takim oto sposobem rozpoczęła się współpraca tych dwóch panów. Po tym wspomnieniu muzycy wykonali utwór, ale, aby tradycji stała się za dość, Turnau nie pozwolił liderowi Zakopower wejść w jego partię, lecz sam postanowił pokazać, że też potrafi po góralsku śpiewać, co totalnie rozbawiło publiczność. Gromkie brawa i owacje na stojąco nie pozwoliły muzykom tak szybko zakończyć koncertu. Zakopower wykonał jeszcze W dzikie wino zaplątani Marka Grechuty i Galop, a Turnau Jak Linoskoczek w której to Karpiel-Bułecka śpiewał chórki! Nim muzycy skończyli grać bis publiczność na stojąco wywatowała i domagała się jeszcze. Nawet już po zejściu ze sceny brawa nie ustawały i po szybkiej decyzji na sam finał finałów usłyszeliśmy Na siedem.

Emocje do tej pory jeszcze nie opadły, a muzycy totalnie zmietli nas z powierzchni ziemi. Fenomenalne solówki, wszystko dopięte na ostatni guzik, a do tego jeszcze świetna gra świateł, zatrzymała czas w miejscu i przeniosła do Małopolski. Chociaż najbliżsi publiczności byli wokaliści, to na największe uznanie zasługują basiści obu zespołów, którzy fenomenalnie, wręcz kosmicznie zagrali i wciąż nie mogę wyjść z podziwu tego, co zaprezentował nam Robert Kubiszyn. Jego kunszt i wysublimowana gra po raz kolejny zaparła dech piersiach i brzmi w mojej głowie do teraz. Naprawdę warto było zobaczyć ten koncert i polecam kolejne wszystkim tym którzy w Sali Kongresowej pojawić się nie mogli.



Dodał: Joanna Dzyr

Poniedziałek 15 kwietnia 2013 03:10

Ilość odsłon: 7406

Ocena: 0 (Głosów: 0)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Nie znaleziono komentarzy

Promowane miejsca
Meskalina
Meskalina
Tu songwriterzy czarują publiczność, jazzmani przypominają o dekadach dekadencji, a laptopowi...

wielkopolskie / Poznań

Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia oferująca szeroki repertuar, zarówno w wykonaniu własnego zespołu jak i gości z...

dolnośląskie / Wrocław

Zbiornik Kultury
Zbiornik Kultury
Młoda kultura potrzebuje przestrzeni. Zanim zdefiniują się hierarchie, zanim usankcjonują się...

małopolskie / Kraków

Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek PLECIUGA jest miejską instytucją kultury, która od 1953 roku prężnie funkcjonuje...

zachodniopomorskie / Szczecin

Old Timers Garage
Old Timers Garage
Klub prezentujący koncerty na żywo i na najwyższym poziomie. Utrzymany w klimacie...

śląskie / Katowice