Artysta.pl na Facebooku

Kontrowersyjny aktor w muzycznej odsłonie, czyli Dr Misio podbija scenę muzyczną

Niby kwiecień, niby powinno być ładnie, a za oknem zaspy, śnieżyce i zawieruchy. Wszyscy narzekają, marudzą, że się im nic nie chce, że po co iść na koncert, skoro buty będą mokre, po co wystawiać nos za drzwi, skoro cały makijaż spłynie. Od razu pojawiają się pytania „Jak ja będę wyglądać?”, „ Jak ja się pokażę publicznie na koncercie?” itd. Takie podejście miało większość osób, którzy w powielkanocnych dniach miało możliwość wybrać się na jeden z warszawskich koncertów. Ale czy słusznie?

Środowy wieczór miał być taki jak każdy inny. Wypad do klubu? Koncert? Premiera? Dzisiaj jedna, jutro druga, zapewne kolejny zespolik na polskim rynku muzycznym, który próbuje się wybić i coś osiągnąć, ale czy mu się uda? Gdyby tego jeszcze było mało, na Facebooku pojawia się wydarzenie, na którym zespół informuje, iż niestety jest ograniczona liczba biletów, ponieważ koncert jest premierowy i maja dużo zaproszonych gości w tym dziennikarzy z Telewizji i Radia. Myślę sobie OK, ale ciekawe czy w ogóle przyjdą, czy, jak to zazwyczaj bywa, z listy gości przyjdzie 10% i będzie pusty klub.





Ku mojemu zdziwieniu otwierając drzwi Chwili (klub w w Warszawie - przyp.red.) okazało się, że jest ona pełna ludzi, a aż do rozpoczęcia spóźnionego o godzinę koncertu, zapełniła się praktycznie całkowicie, do tego stopnia, że w pewnych momentach brakowało wręcz powietrza.

Kiedy to zespół postanowił wejść na scenę już z pierwszymi dźwiękami uświadomiliśmy sobie, że nie będziemy żałować wyjścia z domu. Koncert rozpoczął się Historią Moderstwa, aby w płynny sposób przejść do utworu E-mail od umarłego, na którym to artyści, jak to maja w zwyczaju, zaczęli się... rozbierać. Czwarty utwór został przedstawiony przez Dr. Misia premierowy, napisany dzień wcześniej i dopracowany na próbie. Jeśli faktycznie tak było, bije chłopakom pokłony, bo wyszło całkiem fajnie. Hipster, czyli premierowy utwór opowiada historię większości z osób na publiczności, a więc warszawiaków lansujących się w knajpach przy pl. Zbawiciela albo, jak nazywają go młodzi, „Placu Hipstera”. Aktor opowiada w nim, że jego waga wyklucza go z grona hipsterów, chociaż bardzo go oni pasjonują.

Artysta od samego początku częstował nas mocno kontrowersyjnymi tekstami, zarówno w piosenkach jak w samych zapowiedziach, dlatego też totalnym zdziwieniem było dla mnie to, iż w połowie koncertu pojawił się utwór, którego tekst został zaczerpnięty od samego Cypriana Kamila Norwida! Bardzo grzeczny, przyjemny i... totalnie nie pasujący do reszty. Kolejne utwory komponowały się ze sobą. Zespól grał rock&rolla na najwyższym poziomie. Jak sami o sobie mówią: „solidne brzmienie, ciężkie riffy, znakomite teksty Krzysztofa Vargi i Marcina Świetlickiego, do tego brak muzycznego kompromisu sprawiały, że to nowa i oryginalna propozycja nie tylko dla fanów rocka ale przede wszystkim ludzi poszukujących w sztuce intelektualnych wrażeń i refleksji, otwartych na formę i nie stroniących od wspólnej, niemalże rytualnej zabawy.” Co też świetnie można było zaobserwować na scenie, która wręcz topniała pod ich fenomenalną energią. Na koncercie nie mogło się obyć bez znanego nam hitu Młodzi, a także Pudelek, którego to dziennikarze na pewno pojawili się na słynnej liście gości obok wspominanych nam w piosence portali typu Plotek.pl czy Samotność.pl. Po zaplanowanych 15 koncertowych utworach nie mogło zabraknąć bisów. Ponownie zabrzmiały 3 utwory Krew na księżycu, Młodzi, a także największy przebój koncertu Hipster.

Artysta, wraz z zespołem zachwycił nas niesamowitą charyzmą, świetną dykcją, kontrowersyjnym pokazaniem otaczającego nas świata, a także rewelacyjnym performensem, który zapamiętamy na długo. Energiazrodzona na scenie niezwykle instensywnie oddziaływała na zgromadzoną publiczność, która wyjątkowo nie stała jak kołek, a balansowała w rytm muzyki, a nawet śpiewała teksty refrenów. Oczywiście jak to na koncertach bywa nie obyło się bez wpadek. Kolega klawiszowiec, (z faktu iż część sampli leciała z playbacku) zaliczył wpadki zapominając na czas wyłączać sample, a podczas bisu w ogóle je włączyć, co miło skomentował realizator: „to się doklei”. Gitarzysta zdejmował poszczególne części garderoby w swoim własnym czasie, nie koordynując go z kolegami, a statyw Dr Misia odmawiał posłuszeństwa, co akurat wyglądało dosyć zabawne.





Performens Dr. Misia poza koncertem polega na rozbawieniu publiczności. Udało mu się to m.in. dzięki rozbieraniu się na scenie. Najpierw poleciały marynarki, później koszule, krawaty, kapelusze... człowiek chciałby jeszcze, a tu ni stad ni zowąd koniec. Jesteśmy więc trochę rozczarowani, tym bardziej iż Arek Jakubik, lider zespołu w niedawnym wywiadzie u Kuby Wojewodzkiego pochwalił się, że zazwyczaj dochodzi do bokserek. A może trzeba było bardziej klaskać o bisy? Niedosyt pozostaje, a więc trzeba czekać do następnego razu.



Dodał: Joanna Dzyr

Czwartek 4 kwietnia 2013 03:11

Ilość odsłon: 2328

Ocena: 0 (Głosów: 0)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Nie znaleziono komentarzy

Promowane miejsca
Zbiornik Kultury
Zbiornik Kultury
Młoda kultura potrzebuje przestrzeni. Zanim zdefiniują się hierarchie, zanim usankcjonują się...

małopolskie / Kraków

Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia oferująca szeroki repertuar, zarówno w wykonaniu własnego zespołu jak i gości z...

dolnośląskie / Wrocław

Meskalina
Meskalina
Tu songwriterzy czarują publiczność, jazzmani przypominają o dekadach dekadencji, a laptopowi...

wielkopolskie / Poznań

Old Timers Garage
Old Timers Garage
Klub prezentujący koncerty na żywo i na najwyższym poziomie. Utrzymany w klimacie...

śląskie / Katowice

Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek PLECIUGA jest miejską instytucją kultury, która od 1953 roku prężnie funkcjonuje...

zachodniopomorskie / Szczecin