Artysta.pl na Facebooku

Kosowo jest o nas, smutnych trzydziestoletnich

"Kosowo" ukazało się właśnie w formie e-booka, wkrótce pojawi się wersja papierowa. Spotykamy się z autorką Edytą Niewińską wirtualnie, dzięki nowym technologiom są dziś możliwe wywiady na odległość. Siadamy zatem online przed monitorami laptopów, z kubkami kawy i zaczynamy...

Katarzyna Krzan: Zwykle pisarzowi zadaje się standardowe pytanie: jak to się zaczęło? Nie każdy przecież w pewnym momencie swojego życia sięga po pióro...

Edyta Niewińska: Jak byłam mała, to opowiadałam bajki. Trochę odwrotnie, niż zazwyczaj – to nie mi je opowiadano, to ja je opowiadałam. I to zostało mi do dzisiaj. Ostatnio byłam nawet na warsztatach opowiadania historii, bo opowiadanie i pisanie to zupełnie dwa różne zajęcia są. Z tego opowiadania wzięło się pisanie, żeby nie zapomnieć. Faktycznie najpierw zaczęło się od bajek, pisałam je będąc w liceum, głownie dla znajomych w prezencie na zły nastrój, rozstanie z chłopakiem, taką ogólno życiową rozpacz. Poźniej, na studiach, były krótkie opowiadania, a później w mojej głowie pojawiły się książki. Pisanie od zawsze to było to!

K.K.: Pisanie to sposób na życie? Rodzaj terapii czy raczej chęć opowiadania historii?

E.N.: W głowie mam całe mnóstwo historii i najczęściej najpierw je widzę, trochę tak jak trailer filmowy. Później wymyślam wszystkim postaciom osobowość, bo bez tego nie umiem pisać. Jak już się z nimi zaprzyjaźnię i dowiem, jacy są, czym się w życiu kierują i jaki mają system wartości, wówczas siadam do pisania. Mam już wszystko dokładnie w głowie ułożone i muszę tylko to spisać. Podczas pisania nie robię wielu poprawek, a jak zaczynam pisać, to siedzę przy komputerze godzinami. Najczęściej na szczęście jest to siedzenie produktywne, nie zdarza mi się wielogodzinne wpatrywanie w monitor i zastanawianie się, co mam teraz napisać.

K.K.: Wspomniałam na początku, że musiałyśmy się spotkać wirtualnie... Odległość fizyczna okazała się za duża. Jak to się stało, że trafiła Pani aż do Hiszpani?

E.N.: Na studia do Poznania przyjechałam z małego miasteczka na Podlasiu. Dla poznańskich mieszczuchów byłam osobą bardzo egzotyczną, u mnie na Podlasiu nigdy się domu na klucz nie zamykało, sprowadzało się koleżanki i kolegów prawie z ulicy do domu, ludzie się odwiedzali nieustannie, a tutaj nagle trzeba było tyle norm stosować, telefon wykonać, porządnie usiąść na kanapie, na pytania rodziców znajomych odpowiedzieć, jakby zwykły, ludzki rozum nie wystarczył, a wartośc człowieka zależała od jego manier i pochodzenia. O takim czymś to ja czytałam w książkach! Studiowałam socjologię, a jednocześnie już na drugim roku studiów zaczęłam pracę jako barmanka. Dzięki temu poznałam całe środowisko artystów, muzyków, poetów i innych ciekawych postaci, z wieloma z nich mam kontakt do dzisiaj. Studia to był świetny czas, bardzo kreatywny. Po ukończeniu studiów pomyślałam sobie „no, to teraz zaczyna się dorosłe życie, teraz dopiero będzie fajnie“. Nawet nie podejrzewałam, jak bardzo się myliłam! Okazało się, że w pracy, ze znajomymi z biura, nie jest już tak ciekawie, bo w zasadzie ludzie niewiele mają sobie do powiedzenia. Dlatego z handlu szybko postanowiłam przenieśc się do ciekawszej branży, jaką był dla mnie PR, wówczas w Polsce dopiero pączkujący. Po kilku latach pracy dla agencji PR w Poznaniu, przeniosłam się do Warszawy i otworzyłam własną agencję PR. Przy trzydziestką byłam jednym z najlepszych specjalistów PR w branży finansowej, a żeby nie zwariować, po nocach pisałam książkę, dla równowagi. Cały czas miałam wrażenie, że coś mi pożera duszę i mnie jako człowieka jest coraz mniej. W końcu postanowiłam zamknąc agencję i wrócić do Poznania, zająć się freelancerką. To wtedy dostałam od mojego przyjaciela Tomka propozycję wsparcia promocyjnie zespołu Tfaruk, a zaraz później zespół zaproponował mi, żebym została ich menadżerką. Jeszcze przez prawie trzy lata męczyłam się w marketingu i PR, na szczęście już na własnych warunkach jako wolny strzelec, co pozwoliło mi na dalsze pisanie oraz prowadzenie projektów związanych z kulturą, a w końcu postanowiłam dać już sobie z tym biznesem spokój. Od roku współpracuję ściśle ze Stowarzyszeniem Jeden Świat, które ma swoją siedzibę w Poznaniu i jest polskim oddziałem międzynarodowej organizacji SCI. Niedawno zostałam członkiem zwyczajnym zarządu SJŚ. Działalność wolontaryjna to dla mnie bardzo ważna rzecz, wręcz priorytetowa. Latem 2012 roku byłam koordynatorką work campu w ośrodku dla uchodźców w Dębaku pod Warszawą, gdzie wraz z 6 wolontariuszy różnych narodowości oraz moją wspaniałą koleżanką współkoordynatorką Joasią przez dwa tygodnie prowadziłyśmy zajęcia dla dzieci i dla dorosłych, mieszkając przez ten czas z nimi w ośrodku, w lesie. Takie sytuacje silnie wpływają na człowieka, nie da się obok tego przejść obojętnie. Teraz mieszkam w Andaluzji, gdzie kończę drugą książkę oraz scenariusz filmowy oparty na wątkach z "Kosowa", uczę się hiszpańskiego i staram się współpracować z lokalnymi organizacjami NGO zajmującymi się teratyką uchodźców. Oczywiście w dalszym ciągu działam na rzecz Stowarzyszenia Jeden Świat, na szczęście w dobie globalnej wioski mogę to robić nawet z drugiego końca Europy.

K.K.: Uff, wygląda to na opowieść o wyzwoleniu z wyścigu szczurów. Gratuluję, niewielu się to udaje zrobić z sukcesem. Zatem mogła Pani skończyć książkę... Jak powstało "Kosowo"?

E.N.: "Kosowo" zaczęłam pisać w 2007 roku, a skończyłam we wrześniu 2009 roku. Bardzo długo nie mogłam znaleźć wydawcy, w końcu przypadek sprawił, że się udało. Choć, o czym jestem przekonana i mam na to dowody, przypadków nie ma. Jak tylko skończyłam pisanie, puściłam książkę w obieg, żeby dowiedzieć się, czy ona ma jakąś wartość czytelniczą. Dostałam wiele ciepłych słów podziękowania od przeróżnych ludzi, młodych i starszych, z których każdy jakąś część siebie, a często również jakiś swój problem, odkrywał w tej historii albo w bohaterce. Muszę przyznać, że ta powieść i jej odbiór cały czas mnie zaskakuje, bo wydaje mi się, że to nie jest książka dla wszystkich i zdecydowanie nie dla mnie, a czytelnikom się podoba, bo chwytają ten znany im z codziennego życia klimat pustki i poczucia utraty kontroli nad własnym życiem, no i jest to, co Polacy lubią najbardziej – ciągłe narzekanie! Ja osobiście jakoś nie lubię tej bohaterki, ale ona jest taka, jak dziesiątki jej podobnych, które poznałam i które były jak wrzód na tyłku, więc postanowiłam to opisać, żeby podsunąć im lustro pod nos. Wiele osób płacze podczas lektury "Kosowa", wiele mówi mi, że właśnie tak wygląda lub wyglądało ich życie. Oczywiście są też tacy, dla których wynurzenia bohaterki to jakieś głupie narzekania współczesnej pensjonarki. Mnie osobiście zaś cieszy, że "Kosowo" trafia w ludzie emocje i nie pozostawia czytelników obojętnym. Jeśli ktoś ma silne wyparcie tej historii, to najczęściej dlatego, że opowiada ona o jakiejś sprawie, której ten człowiek sam ze sobą nie pozałatwiał i udaje, że nic się nie stało. Kilka razy już mi się zdarzyło, że ktoś po lekturze "Kosowa" zaczął mnie atakować, że to taka nieprawdziwa, depresyjna historia, a na koniec mówił bo mi się w sumie też coś takiego w życiu przytrafiło...

K.K.: Książka dotyka jednak czegoś więcej niż tylko ludzkich uczuć. Mówi wiele o kobiecej seksualności...

E.N.: Ważne dla mnie było też pokazanie, że ludzka seksualność nie jest łatwo definiowalna i w pewnym stopniu jest płynna, jest kwestią wyboru, mniej lub bardziej świadomego. Z moich obserwacji wynika, że relacje międzyludzkie, bez względu na płeć partnerów, mają jednak taką samą dynamikę, czy są to homo czy heterozwiązki. W naszych czasach heternormatywność nie jest już jednyną poprawną opcją i to też pokazuję w tej powieści. W "Kosowie" poruszam kilka wątków, dość aktualnych w kontekście dnia codziennego współczesnych trzydziestolatków, bezdzietnych i w zdecydowanej większości singli, trwoniących swoje życie, jakby ze trzy jeszcze co najmniej wygrali na loterii i mieli do dyspozycji kolejne szanse, jak w grze komputerowej. Tylko, że to nie jest gra, to jest życie. Czasem to wszystko kończy się tragicznie. Ludzie są pogubieni i nie wiedzą, co zrobić ze swoim życiem. Tak, jak Aniela czy Zenek.

K.K.: Jakie są dalsze losy "Kosowa"?

E.N.: Wielu moich znajomych po przeczytaniu "Kosowa" zostało wielkimi fanami tej książki i przekazują ją dalej, polecając innym. Teraz, przy okazji e-booka, zapytałam, czy może nie zrobilibyśmy takiego trailera, który promowałby książkę i wszyscy od razu postanowili się w tę akcję włączyć. Ponieważ pracowałam też przy produkcjach filmowych i mam przyjaciół zarówno wśród aktorów, jak też utalentowanych młodych reżyserów, w najbliższym czasie dzięki ich wysiłkom powstaną dwa materiały video, które będą prezentowały fragmenty książki. Również okładka, która zbiera wiele pochwał, to zasługa dwójki utalentowanych osób – Ciarona, który jest mieszkającym w Berlinie autorem fotografii, oraz Tomka, lidera zespołu Tfaruk i grafika. "Kosowo" wygenerowało wielką energię wielu wspaniałych osób, które nie oczekując niczego w zamian. wspierają mnie i książkę na przeróżne sposoby, za co jestem niezmiennie wdzięczna.


K.K.: Muszę zapytać: czy będzie kontynuacja?

E.N.: Wiele osób pyta, czy powstanie druga część "Kosowa". Tych, którzy mają taką nadzieję, muszę rozczarować – drugiej części nie będzie. Ale na pocieszenie powiem, że wszystko wskazuje na to, że powstanie film oparty na kosowskich wątkach. Jest już obsada, produkcja, no i – co najważniejsze – rozmawiałam ze wspaniałym reżyserem, który teraz myśli o nakręceniu tego filmu. Zadecydowali o tym czytelnicy książki, którzy niezależnie od siebie powiedzieli: zrób film! Nikt nie mówi o nas z pozycji insidera, człowieka który przeżywa takie popaprane życie, a chcielibyśmy, żeby ktoś wreszcie pokazał to, co dzieje się w naszych głowach. To oczywiście portret jakiegoś środowiska, grupy ludzi, którzy równie dobrze mogą żyć w Gdańsku, jak i w Kutnie. Na pewno książka nie opowiada o całym pokoleniu trzydziestolatków, bo nie jest to przecież naukowa rozprawa.

K.K.: Dziękuję za rozmowę, pozostaje mi życzyć kolejnych książek.


KK



Dodał: Artysta.pl

Piątek 18 stycznia 2013 14:00

Ilość odsłon: 1725

Ocena: 0 (Głosów: 0)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Nie znaleziono komentarzy

Promowane miejsca
Meskalina
Meskalina
Tu songwriterzy czarują publiczność, jazzmani przypominają o dekadach dekadencji, a laptopowi...

wielkopolskie / Poznań

Old Timers Garage
Old Timers Garage
Klub prezentujący koncerty na żywo i na najwyższym poziomie. Utrzymany w klimacie...

śląskie / Katowice

Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia oferująca szeroki repertuar, zarówno w wykonaniu własnego zespołu jak i gości z...

dolnośląskie / Wrocław

Zbiornik Kultury
Zbiornik Kultury
Młoda kultura potrzebuje przestrzeni. Zanim zdefiniują się hierarchie, zanim usankcjonują się...

małopolskie / Kraków

Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek PLECIUGA jest miejską instytucją kultury, która od 1953 roku prężnie funkcjonuje...

zachodniopomorskie / Szczecin