Artysta.pl na Facebooku

Od… do Bagińskiego, czyli krótka historia polskiego filmu animowanego

Katedra, T. Bagiński Katedra, T. Bagiński foto/youtube
„Rysunkowy człowiek jedzie rysunkowym samochodem do rysunkowego miasta i przejeżdża prawdziwego człowieka. Prawdziwy człowiek wyszedł prawie bez szwanku (rysunkowy samochód prawie nic nie waży), nie odniósł poważnych obrażeń, a jednak czuje się przejechany”.

Marcin Giżycki

„Nie tylko Disney”

Na początku była… armia

Wiele wynalazków i odkryć powstało za przyczyną armii. Również prekursor filmu animowanego Arthur Melbourne – Cooper, tworzył właśnie dla armii krótkie produkcje propagandowe. Najbardziej znana z nich to „Apel zapałek”. Jej celem było nakłonienie Brytyjczyków do kupowania zapałek. Dochód z ich sprzedaży przeznaczano na rzecz armii. Pomysł autora był bardzo prosty, zrealizowany techniką animacji poklatkowej. Na początku zapałki wysypywały się z pudełka, potem układały się w harcujące przez chwilę ludziki, by ostatecznie stworzyć slogan zachęcający do wsparcia armii. W temacie początków animacji to by było na tyle, bowiem tematem tekst jest polska animacja, Melbourne – Cooper ma być dla opowieści o niej jedynie krótkim wstępem.

Żuki na plan

W 1910 roku Władysław Starowicz wpadł na pewien pomysł. Mianowicie podjął próbę stworzenia animacji poklatkowej, w której głównymi aktorami były odpowiednio spreparowane żuki. Jego pierwszy film to „Walka żuków jelonków”, w której „bohaterowie” walczyli w scenografii z plasteliny. Owady stały się częstymi aktorami u Starowicza. Jeden z bardziej znanych jego filmów to „Piękna Lukanida” – opowieść o Helenie i Parysie. W rolach głównych oczywiście wystąpiły żuki, tym razem poza tym, że odpowiednio spreparowane, to również ucharakteryzowane i odziane w stosowne kostiumy. Po okresie tej owadziej animacji, artysta tworzył swoje filmy używając do tego techniki lalkowej. Jego najsłynniejszym lakowym bohaterem był pies Fetysz.

Artyści animujący

Przedwojenne próby z filmem animowanym były przede wszystkim domeną rozmaitych artystów, głównie malarzy, grafików, rysowników i wreszcie, co dość przewidywalne ludzi tradycyjnego filmu. Tuż przed zakończeniem pierwszej wojny światowej Feliks Kuczowski - dziennikarz, filozof i malarz – hobbysta zrealizował dwa filmy: „Flirt krzesełek” i „Luneta ma dwa końce”. O tych dziełach w 1924 roku pisał ówczesny teoretyk filmu Karol Irzykowski. Chociaż nie były to żadne doniosłe i bardzo znaczące produkcje, wspomniał o nich, pisząc o generalnym potencjale filmu animowanego, który wówczas wykorzystywany był do tworzenia filmów reklamowych i satyrycznych. Irzykowski już wtedy widział w nich materię dla artystycznego przekazu.

Powojenne „Oko i ucho”

Prace artystów zajmujących się eksperymentami z filmem animowanym przerwała druga wojna światowa. Natomiast już w 1945 roku polskie małżeństwo Franciszka i Stefan Themersonowie dokończyli swój film, nad którym pracowali jeszcze przed wybuchem wojny. Było to „Oko i ucho” - pierwszy znaczący, polski, animowany film awangardowy. Został on dokończony w Anglii z inspiracji władz emigracyjnych RP.





Animacja w służbie partii

W kraju po wojnie do filmu animowanego wrócili przede wszystkim ci, którzy wcześniej z nim eksperymentowali, w tym Maciej Sieński, Zenon Wasielewski i Ryszard Potocki. Pracowali w prowizorycznym studiu, bazując bardziej na własnych talentach i pomysłowości, niż czymkolwiek innym, bo wówczas brakowało niemal wszystkiego, z taśmą filmową na czele. Dwa lata po wojnie Wasilewski stworzył satyryczną etiudę o Hitlerze, pod tytułem: „Pechowy bokser, czyli krótka historia wojny”. Jego dziełem była również przeznaczona dla bardziej wymagającego widza produkcja „Pan Piórko śni” – szersza publiczność nie mogła jej jednak zobaczyć, bo została odrzucona przez cenzurę. Twórcy filmu animowanego porzucili artystyczne produkcje na rzecz produkcji propagandowych. Tego rodzaju animacje tworzyli między innym Zdzisław Lachur i Władysław Nehrebecki – twórca słynnego „Traktora A1”. Pod koniec lat czterdziestych, w czasie zjazdu w Wiśle poświęconemu filmowi, działacze partyjni ustalili, że film animowany powinien być przeznaczony dla dzieci do celów dydaktycznych, a nie do poważnej kinematografii.

Złote lata sześćdziesiąte

Mimo tak drastycznych postanowień partyjnych, film animowany przeznaczony dla dorosłego widza bardzo się rozwinął, szczególnie w latach sześćdziesiątych. Wówczas tego rodzaju twórczością zajęli się już nie tylko artyści – amatorzy, ale wykształceni filmowcy i plastycy: Walerian Borowczyk, Jan Lenica, Witold Giersz i Daniel Szczechura. Duet Borowczyk – Lenica tworzył filmy abstrakcyjne i nowatorskie, ubogie w fabułę, za to bogate w środki artystycznego wyrazu. Ich produkcje z tego okresu to między innymi „Był sobie raz…” i „Dom”. Po pewnym czasie Borowczyk odszedł z branży animacyjnej, natomiast Lenica pozostał i tworzył ambitne, dojrzałe dzieła, takie, jak filozoficzny „Labirynt”. Twórcy animacji tego okresu zwykle są przez znawców tematu dzieleni na dwie grupy: skupiających się na literackim aspekcie dzieła i skupiających się na jego stronie plastycznej. Wśród tych drugich jest Witold Giersz autor filmu „Mały western”. Natomiast wśród tych pierwszych znalazł się Daniel Szechura, którego najbardziej znane dzieło „Podróż” zamyka tę epokę, wystawiając jednocześnie na próbę tak cierpliwość, jak i kompetencje odbiorcze widzów.









Osobowości Studia Filmów Animowanych

Punktem zwrotnym dla polskiej animacji było utworzenie w Krakowie Studia Filmów Animowanych, które skupiło grupę artystów utalentowanych i oryginalnych. Najbardziej kontrowersyjny i barwny wydaje się Julian Antonisz – twórca absurdalnych i zabawnych animacji, które można interpretować na wiele sposobów. Tworzył swoje dzieła techniką non camera. Do najbardziej znanych można zaliczyć kultowy film „Jak działa jamniczek” oraz „Ostry film zaangażowany”. W zupełnie innym stylu pracował Ryszard Czekała, artysta mocno psychologizujący i działający głównie na emocje widza. Do jego najbardziej znanych dzieł należy „Apel” prezentujący w animacji realia życia w obozie koncentracyjnym.









Animacyjny pesymizm

Koniec lat siedemdziesiątych to wśród twórców animacji czas wyjątkowo pesymistycznych dzieł. To wtedy Daniel Szczechura stworzył film „Skok” opisujący próbę samobójczą. Marian Cholerek zaś wyprodukował „Strzelnicę”, gdzie osią fabuły jest strzelanie do ludzi dla zabawy. W pesymistyczny nurt wpisuje się również późniejsze, oscarowe dzieło Zbigniewa Rybczyńskiego „Tango”. W jednym pokoju autor stopniowo zdołał zgromadzić ponad 30 postaci, z których każda zajmowała się wyłącznie swoją sprawą. Jest to niewątpliwie wielki popis artystycznych umiejętności Rybczyńskiego, ale również smutny obraz ówczesnego społeczeństwa. Lata osiemdziesiąte to także twórczość nie grzesząca optymizmem, za to podana w nieco lżejsze formie chociażby przez Piotra Dumałę. Jego filmy, takie jak „Czarny Kapturek” czy „Wolność nogi” nasycone były czarnym humorem i freudowskimi podtekstami.









Współczesna animacja

Po roku 1989 tworzeniem animacji zajmowali się artyści sprzed przełomu. Pracowali w swoim stylu, ale ich dzieła zmieniły nieco charakter. Jerzy Kucia tworzył kino surrealistyczne, a Piotr Dumała zgłębiał w swoich produkcjach tajemnice ludzkiej duszy. Krąg osób zajmujących się animacją zaczął się gwałtownie rozszerzać, gdy młodzi absolwenci szkół artystycznych zaczynali swoją samodzielną działalność. Niektórzy tworzą tradycyjnymi technikami, inni skupiają się na możliwościach, jakie daje komputer i nowoczesne technologie. Wiele różnych dzieł, mniej i bardziej spektakularnych czy wartościowych powstaje przy biurku w domowym zaciszu. Właśnie tak, nie z grupy artystycznej, jakiejś bohemy czy znanego studia wyłonił się nagle, nikomu wcześniej nieznany Tomasz Bagiński i jego „Katedra”. To niewątpliwie kolejny przełom w historii krótkiego filmu animowanego. Co będzie dalej? Czas pokaże… Może powrót do dawnych dzieł i inspiracji, a może coś zupełnie nowego…







AC



Dodał: Artysta.pl

Poniedziałek 3 września 2012 17:43

Ilość odsłon: 4728

Ocena: 2 (Głosów: 2)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Nie znaleziono komentarzy

Promowane miejsca
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek PLECIUGA jest miejską instytucją kultury, która od 1953 roku prężnie funkcjonuje...

zachodniopomorskie / Szczecin

Zbiornik Kultury
Zbiornik Kultury
Młoda kultura potrzebuje przestrzeni. Zanim zdefiniują się hierarchie, zanim usankcjonują się...

małopolskie / Kraków

Meskalina
Meskalina
Tu songwriterzy czarują publiczność, jazzmani przypominają o dekadach dekadencji, a laptopowi...

wielkopolskie / Poznań

Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia oferująca szeroki repertuar, zarówno w wykonaniu własnego zespołu jak i gości z...

dolnośląskie / Wrocław

Old Timers Garage
Old Timers Garage
Klub prezentujący koncerty na żywo i na najwyższym poziomie. Utrzymany w klimacie...

śląskie / Katowice