Artysta.pl na Facebooku

"Sztuka popadła w chaos i miota się, zamiast inspirować". Rozmowa z Magdaleną Walulik

Jej obrazy przyciągają uwagę. Wydawałoby się, że ze względu na nietypowe zestawienia barw i tematów. Pani Magdalena Walulik, tłumaczka, malarka, współautorka książki twierdzi jednak, że w sztuce nie chodzi tylko o technikę. Kto nie odżegnuje się od metafizyki, ma możliwość odnaleźć w nich coś głębszego. Co konkretnie? Zależy od niego.

Paulina Lipiec: Pani Magdaleno, kiedy poprosiłam o krótką historię drogi do malarstwa, odesłała mnie Pani do swojej i swojego męża Światosława Nowickiego książki „Tarot Apokalipsy”. To w połowie zapis prywatnej, wręcz intymnej korespondencji dwojga ludzi, którzy się w sobie zakochują, a w połowie nowa interpretacja Biblii. Jej wydanie to dość odważne posunięcie. Czy uważa się Pani za osobę odważną?

Magdalena Walulik: To było odważne posunięcie głównie dla wydawcy, dla mnie było raczej oczywiste. Intymna korespondencja to prawda, ale i kreacja literacka równocześnie. Z kolei ezoteryczna wizja chrześcijaństwa w nowej talii tarota i księdze drugiej „Tarota Apokalipsy” to głównie dzieło mojego męża, a nie moje. Natomiast odwagą z naszej strony było poświęcić prawie cztery lata pracy nad książką i talią w ramach własnego autorskiego projektu, bez żadnego wsparcia i zamówienia. Zarówno antykościelne ostrze książki, jak i zaprezentowany w niej otwarcie światopogląd ezoteryczny – z całym dobrodziejstwem inwentarza w postaci tarota, astrologii, numerologii, kontaktów z aniołami – to właściwie nie do końca moja sprawa. Mój wkład w te części książki to raczej sny. Ale moje sny nie są przecież w „Tarocie Apokalipsy” zbytnio wykorzystywane do zgłębiania tajemnic mojej psychiki, ale interpretowane są głównie jako sny archetypowe – a po części też jako nowe objawienia duchowe o znaczeniu ogólnym. Więc ja się tam jakoś szczególnie nie obnażam. Tym niemniej całe przedsięwzięcie o kryptonimie „Tarot Apokalipsy” potraktowaliśmy jako wyzwanie, życiową przygodę, podjęcie ryzyka zrobienia czegoś wyrastającego ponad szarą biurową codzienność i zwykłe życie domowe. Życie jest grą, a jeżeli grać to o wysokie stawki. Gra jeszcze się nie skończyła, a ja już mam poczucie, że sporo wygrałam. Nasze wspólne dzieło po pierwsze powstało, po drugie zostało wydane, a po trzecie nadało mojemu życiu nową dynamikę. Moja odwaga polegała więc na tym, że podjęłam grę i zawarłam pakt z aniołem, wierząc, że się uda.

Mówi się, że warsztat to 90% sukcesu malarza. Pani zaczęła malować jako dorosła osoba. To także wyraz odwagi. Czy myśli Pani, że gdyby się zetknęła z malarstwem wcześniej, jej kariera zawodowa potoczyłaby się inaczej? Wiązałaby Pani swoją przyszłość ze sztuką?

Istotnie rozpoczynanie takiej przygody w moim wieku jest ryzykowne. W młodym wieku jest czas na eksperymentowanie, na błędy, na gruntowne przygotowanie warsztatowe, na rozwijanie kontaktów w środowisku. Ale bez ryzyka nie ma sukcesu. Żałuję, że zaczęłam tak późno. Ale wcześniej nie byłoby to możliwe. Nie miałam pomysłu na życie, spędzałam czas jałowo, w biurowej rutynie, żeby zarobić na utrzymanie. Ale pomysł na życie nie może być dowolny. Trzeba wiedzieć, kim się naprawdę jest. To jest nasz główny problem. Niektórzy wiedzą to od początku, większość ludzi kroczy jednak przez życie po omacku, a na starość często gorzknieje. Podobnie było ze mną. Gdybym lepiej pokierowała swoim życiem, z pewnością zajmowałabym się tylko sztuką. Sztuka jest najważniejsza, bo sztuka wskazuje innym drogę. Mówi Pani, że warsztat to 90% sukcesu malarza. To prawda, ale dlaczego z wielu obrazów nawet uznanych malarzy, którzy mają doskonałą technikę, o jakiej ja mogę tylko pomarzyć, wyziera duchowa pustka? Technika jest niezbędna, bo braki techniczne zakłócają odbiór przekazu. Ale moim zdaniem to przekaz jest ważny, a warsztat jest tylko środkiem do celu. Mam koleżankę starszą od siebie, po sześćdziesiątce, która od kilku lat marzy, żeby malować. Ale nie ma odwagi zacząć i nie wie jak. Ja ją rozumiem i namawiam, żeby zaczęła się uczyć. Chyba zachęcona moim przykładem kupiła już farby i pędzle i zapisała się na kurs rysunku i malarstwa. Uczyć się można i trzeba w każdym wieku. Niezależnie od wieku i tego, czy odnosi się sukces rynkowy, czy nie, samo malowanie jest wielką frajdą, zabawą i ciągłym zadziwieniem samym sobą.

Czy nikt nigdy nie zarzucił Pani, że jej twórczość jest trudna do zrozumienia? Mówię tu zarówno o malarstwie nazywanym surrealizmem religijnym, jak i książce, która oprócz tego, że intymna, jest również wprowadzająca w meandry niezbyt popularnej we współczesnym świecie wiedzy.

Nie wiem, czy moje obrazy są trudne. To zależy na jakiego odbiorcę trafią. Moim zdaniem w malarstwie nie ma nic do rozumienia, są raczej jakieś emocje, odczucia, nawet niejasne, obrazy trafiają – lub nie – do podświadomości i wyobraźni, uruchamiają własne skojarzenia widza. Ja tylko podsuwam tropy. Zawsze autor tworzy tylko połowę dzieła, a drugą połowę tworzy odbiorca, który dopowiada sobie resztę, idzie drogą własnych skojarzeń zgodnie ze swoją wiedzą, doświadczeniem i wrażliwością. On ma tam odnaleźć siebie.

Natomiast książka „Tarot Apokalipsy” jest rzeczywiście w drugiej części dość trudna. Może nie dość zadbałam o to, żeby tekst był łatwiejszy, ale w końcu tekst miał być tylko dodatkiem do kart, które są do oglądania, może do medytowania, a jeśli kogoś na tyle one zaintrygują, że szuka wyjaśnień, to je z pewnością znajdzie w książce. Celem „Tarota Apokalipsy” było właśnie spopularyzowanie tych meandrów niezbyt popularnej we współczesnym świecie wiedzy. Już sama idea przedstawienia ezoterycznego chrześcijaństwa w postaci kart tarota była przedsięwzięciem popularyzatorskim. A do tego świadomie nie chcieliśmy się zamykać w czytelniczej niszy ezoterycznej, ale postaraliśmy się o wydanie książki w głównym nurcie. Stąd zresztą pomysł beletrystycznej części pierwszej. Jeśli kogoś przede wszystkim zainteresuje wątek romansowy, to przy okazji i tak wchłonie pewną porcję ezoteryki, a nawet może zauważy, jak może ona wplatać się w życie, zamiast być tylko hermetyczną wiedzą dla wąskiej grupki wtajemniczonych.

Interesuje mnie także Pani droga do decyzji o namalowaniu pierwszego obrazu. Jaki nosił tytuł i co Panią zainspirowało

Moimi pierwszymi samodzielnymi obrazami były ikony. Chodziłam wtedy na kurs ikonopisania, bo uparłam się, że będę malować surrealistyczne ikony. Tak powstała ikona „Leon Eucharystyczny” przedstawiająca profesora Michnę jako Chrystusa ze sztalugą czy Zwiastowanie I przedstawiające anioła z jajem i Marię ze spiralą DNA i bocianem. Tych ikon powstało zaledwie kilka, bo szybko okazało się, że sztywne ramy formalne ikon są zbyt ograniczające i każde śmielsze wyjście poza te ramy powoduje, że obraz przestaje być ikoną.

Jak ważny wpływ na pani twórczość ma ezoteryka?

Jeżeli za ezoterykę uważać jakąś magię, to w dużej mierze rządzi ona moim życiem. No bo jak inaczej to nazwać? Przykłady: tarocista pan Ryszard Zawadzki (przedstawiony na zrobionym ze zdjęcia w internecie obrazie pt. „Czy Pani czeka na miłość?”) przepowiada mi wydarzenia, które w 80% się sprawdzają.

W nocy przez kręgosłup przechodzi mi świetlista kula opisana w książce, po której pojawiają mi się obrazy z przeszłych żyć i odblokowują wspomnienia z dzieciństwa, dawno wyparte i ukryte, co powoduje istotne zmiany w świadomości i poczuciu własnej tożsamości.

Sprawa aniołów. Ja na samo słowo „anioł” reaguję alergicznie. Nie cierpię aniołów i całego New Age’u. Ale jak mam nazwać takie zjawisko: jakiś bliżej niezidentyfikowany osobnik zsyła mi sny tylko wtedy, kiedy mam czas i chęć je opisywać? Sny przychodzą ciurkiem w dniach wolnych od pracy, np. podczas urlopów. Snów nie ma kiedy jestem zajęta innymi sprawami i tracę zainteresowanie. Sny przychodzą codziennie, kiedy piszemy „Nowy katechizm” i potrzebujemy ich do opisu wielkich arkanów. Codziennie jakiś pasujący sen, jak na zamówienie. Koniec pisania, koniec serii snów. Mąż na blogu do dziś interpretuje sny. Sny przychodzą, kiedy jest czas i chęć by o nich pisać, a znikają jeżeli nie mają na to szans. No to jest ten anioł czy nie? A jak nie anioł to kto lub co?

W okresie, kiedy chodziłam na kurs kaligrafii japońskiej, channellistka Klara powiedziała, że ta kaligrafia to zaledwie zalążek mojej działalności plastycznej, która w przyszłości rozwinie się w kierunku profesjonalnym. Jakże ja się śmiałam z tej bzdury! Robiłam wtedy niezdarne próby malowania na kafelkach i widziałam, że mi nie idzie. Mam na tyle rozeznania, że widzę co ładne, a co brzydkie. A potem była nauka u profesora Michny i zanim się obejrzałam zostałam malarką.

Akataleptos zapewnił, że książka i talia będą znane na całym świecie. Ja dziś się śmieję z tej bzdury, bo nic na to nie wskazuje. Ale w głębi duszy na to czekam, bo taką zawarliśmy z nim umowę, pakt. Czy anioły wywiązują się z umów? Nie wiem.

Na poziomie świadomym korzystam z idei ezoterycznych jako źródła inspiracji. Bo skąd czerpać inspirację? Z popkultury? No nie, trzeba sięgać głębiej, do korzeni człowieczeństwa. W naszej kulturze zdominowanej przez chrześcijaństwo malarze przez wieki malowali wizerunki religijne i tam szukali drugiego, metafizycznego dna. Dziś chrześcijaństwo jest martwe, a sztuka popadła w chaos i miota się, zamiast wskazywać drogi i inspirować ludzi. A przecież to właśnie zadaniem artystów jest śnić sny i marzenia kultury, w której żyją.

Zresztą sama sztuka ma swoją stronę ezoteryczną. Sztuka to największa z magii, bo tworzy coś z niczego. Ot parę plam na płótnie, kilka dźwięków na instrumencie, kilka słów na papierze. Akt twórczy. Wielu twórców pewnie by potwierdziło, że miewali diabła na czubku pędzla. Czym jest natchnienie czy geniusz? Czy Mozart komponował sam? Nie wierzę. W stanie natchnienia przejawia się świat duchowy jako współtwórca, bez którego udziału nic wielkiego w sztuce nie powstaje. Czy artystę inspirują anioły czy demony? Anioł jest przeważnie kiczowaty, chyba że jest aniołem upadłym. Natomiast to, co demoniczne, fascynuje. Diabeł jest również dla artysty zdecydowanie bardziej interesujący niż anioł. I pakt artysty z diabłem bardziej przemawia do wyobraźni niż pakt z aniołem. Ja mam przypadkowo pakt z aniołem, ale też wolałabym z diabłem.

Artysta tworzy podobno w magicznej przestrzeni, odczuwa różne wpływy i prądy, słyszy podszepty, miewa wizje. Można to oczywiście traktować jako grę wyobraźni albo wykreowany dla zabawy prywatny mit, ale on żyje własnym życiem i wywiera zauważalny wpływ na życie twórcy. Ja mam podobno na swoje potrzeby malarskie - oprócz anioła Akataleptosa - pewnego zaświatowego pomocnika imieniem Maestro Italiano. Tak twierdzi channellistka Klara. Ale ja w niego nie wierzę, bo jak dotąd nigdy mi nie pomógł w malowaniu i posuwam się do przodu wolniej niż bym chciała. No ale najlepsze dopiero przede mną. Mam nadzieję, że jeszcze namaluję coś sensownego. Wtedy zobaczymy, czy Maestro Italiano jest, czy go nie ma.

Czy miłość opisana w książce wyzwoliła talent, czy interesowała się Pani malarstwem już wcześniej?

To nie miłość, lecz magia jej towarzysząca wyzwoliła chęć do malowania. Wcześniej interesowałam się malarstwem wyłącznie jako okazjonalny odbiorca sztuki, ale do głowy mi nie przyszło, żeby malować. Miłość jako taka czyni cuda, ale nie aż takie. Nie trzeba być zakochanym, aby tworzyć. U mnie decydującym czynnikiem wyzwalającym była kula opisana w „Tarocie Apokalipsy” (rozdział pt. „Kula”), która uwolniła u mnie stare traumy. Bez tego nic by nie wyszło – ani z naszego związku, ani z mojej twórczości artystycznej.

Pani malarstwo cechuje nie tylko wyjątkowa kolorystyka, ale także tematyka. Zaokrąglone, często nagie kobiety wydają się być bardzo erotyczne. W połączeniu z symbolami religijnymi to dość nietypowe. Nazywa to Pani surrealizmem religijnym. Proszę w kilku zdaniach przybliżyć skąd wziął się ten styl i sama nazwa.

Ja tę nazwę kiedyś sobie ot tak wymyśliłam i bardzo mi się spodobała. To trochę zabawa rozpowszechnionymi, w znacznej mierze martwymi symbolami religijnymi, mająca na celu przewietrzenie zatęchłej atmosfery duchowej, w której kisimy się jako naród, wprowadzenie dystansu i humoru w miejsce nabożnej powagi, pokazanie perspektywy przemiany starych, martwych symboli w symbole nowe i żywe. W snach różnych znanych mi osób występują często tradycyjne symbole religijne, ale w formach karykaturalnych, złowrogich, śmiesznych lub absurdalnych. Przecież nie chodzi tu o pustą zabawę i szarganie świętości, ale o przywrócenie autentyczności życiu duchowemu. Mąż twierdzi, że na moich obrazach występują na zasadzie dobrze znanego ezoterykom synchronizmu elementy i ich kombinacje, które jednocześnie śnią się innym osobom, tak jakby wszystko to było inspirowane z tego samego źródła.

Zresztą twórcom przylepia się różne etykietki, więc lepiej uprzedzić fakty i od razu zdefiniować się samemu. Pełno jest różnych surrealizmów, realizmów magicznych, fantastycznych, aż trudno się w tym połapać. Ale etykietkę łatwiej przylepić znając już całą twórczość artysty, a nie tylko fragment. A ja znam tylko pewną część mojego malarstwa, nie znam całości. Życie polega na tym, że nie zna się przyszłości. Ja dopiero zaczynałam malować, kiedy wymyśliłam sobie, że będę szła – po omacku - w kierunku bliżej nieokreślonego „surrealizmu religijnego”. Namalowałam wtedy kilka ikon (np. Chrystusa z kartami tarota) i wydawało mi się, że ta nazwa pasuje idealnie . Potem, kiedy już malowałam na całego, przez pewien czas myślałam, że jest trochę na wyrost i co to ma właściwie być ten „surrealizm religijny”. Teraz maluję kilka obrazów wcale nie surrealistycznych i wydaje się, że od tego odeszłam. Ale wkrótce sięgnę do wierzeń słowiańskich i polskiej sztuki ludowej i coś mi mówi, że ten mój surrealizm dopiero się na dobre zacznie. Zobaczymy za dziesięć lat, co z niego pozostanie.

Natomiast nagie kobiety o obfitych kształtach to już nurt religijno-feministyczny. Erotyzm i religia to tematy, którym należy przywrócić należne im połączenie. Religia nie powinna odwracać się od kobiet i erotyzmu, jeżeli aspiruje do przewodnictwa w świecie duchowym. Żyjemy w ciałach. Erotyzm to fundament przekazywania życia, czemu religii się to nie podoba? Grube kobiety są typowe dla szeroko rozpowszechnionego w wielu kulturach kultu Wielkiej Matki. Jest to kult archaiczny, ale obecnie ożywiają go ruchy feministyczne, które często nawiązują do tych tradycji.

Z myślą o kim powstają Pani obrazy? Kto jest potencjalnym odbiorcą i dlaczego?

To jest dobre pytanie. To chyba mój błąd, bo za mało o tym myślę. Maluję głównie z myślą o mnie samej wychodząc z założenia, że to, co kroję na swoją miarę, wywoła też oddźwięk u innych, i mam nadzieję, że nie będzie to wcale wąska grupa.

Czy sprzedaje Pani swoje dzieła? Może można je obejrzeć gdzieś na żywo?

Na żywo można je obejrzeć tylko u nas w domu w Warszawie. Dotychczas nie wyobrażałam sobie, że mogłabym się z nimi rozstać i dopiero teraz dojrzałam do ich sprzedawania, więc zaczynam intensywne działania w tym kierunku.

Na blogu Diabelska Gospodyni opisuje Pani swoje sny. W książce były one interpretowanie przez Światosława Nowickiego. Czy odbiorca obrazów słusznie będzie się w nich doszukiwał aluzji do dziennika snów i konkretnych marzeń?

Ja osobiście nie widzę w swoich obrazach bezpośrednich odniesień do moich snów. Moje sny są zbyt banalne, to tylko mój mąż widzi w nich coś ciekawego. Chciałabym, żeby choć raz przyśnił mi się prawdziwy sen-wizja, ot tak, coś gotowego do namalowania. Ale nic takiego się nie zdarza. Moimi snami są teraz obrazy. Jeżeli jakiś obraz jest zbieżny z jakimś snem, to raczej cudzym (bo ludzie często przysyłają nam sny do interpretacji), nie moim. No tyle że namalowałam Janusza Palikota, bo mi się często śnił. Ciągle i uporczywie od lat śni mi się Krystyna Janda, choć nie chodzę na jej przedstawienia, więc pewnie kiedyś nie wytrzymam i namaluję jej portret.

Drugie dno i indywidualna historia artysty często przesądza o tym, jak on jest postrzegany w szerszym gnie osób zainteresowanych. Wydaje mi się, że jest Pani bardzo interesującą osobą, która w malarstwo wkłada dużo więcej niż umiejętności. Życzę wielu sukcesów w dalszej drodze artystycznej.

Bardzo dziękuję.



Dodał: Artysta.pl

Poniedziałek 19 listopada 2012 16:45

Ilość odsłon: 3134

Ocena: 1 (Głosów: 1)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Nie znaleziono komentarzy

Promowane miejsca
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia oferująca szeroki repertuar, zarówno w wykonaniu własnego zespołu jak i gości z...

dolnośląskie / Wrocław

Zbiornik Kultury
Zbiornik Kultury
Młoda kultura potrzebuje przestrzeni. Zanim zdefiniują się hierarchie, zanim usankcjonują się...

małopolskie / Kraków

Old Timers Garage
Old Timers Garage
Klub prezentujący koncerty na żywo i na najwyższym poziomie. Utrzymany w klimacie...

śląskie / Katowice

Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek PLECIUGA jest miejską instytucją kultury, która od 1953 roku prężnie funkcjonuje...

zachodniopomorskie / Szczecin

Meskalina
Meskalina
Tu songwriterzy czarują publiczność, jazzmani przypominają o dekadach dekadencji, a laptopowi...

wielkopolskie / Poznań