Artysta.pl na Facebooku

Sekunda spokoju

O tym, czym w dzisiejszych czasach jest i może być fotografia, jak wiele dźwięku jest w obrazie i czy Internet to naprawdę dobre miejsce na zdjęcia przez wielkie „Z” opowiada wrocławski fotograf Jakub Kamiński.

Jakub Kamiński Jakub Kamiński Joanna Stara


Joanna Figarska: Patrząc na Twoje zdjęcia, można odnieść wrażenie, że zawsze jesteś we właściwym miejscu o właściwiej porze. Czy tak rzeczywiście jest?

Jakub Kamiński: Kiedyś specjalnie wyruszałem w miasto i intensywnie szukałem ciekawych sytuacji. Teraz z powodu ograniczonego czasu biorę aparat tam, gdzie mogę, a staram się go mieć zawsze przy sobie. Jeżeli coś interesującego zobaczę, po prostu fotografuję. Różnie z tym bywa, nieraz jedna klisza „wyczekuje” pół roku w aparacie. Niczego sobie nie narzucam, po prostu wiem, że prędzej czy później szczęśliwie będę świadkiem czegoś wartego uwagi.

Można powiedzieć, że inspiruje Cię codzienność?

Z pewnością tak... Nie szukam niesamowitych sytuacji. Gdy dzieje się coś ważnego z punktu widzenia powagi sytuacji, staram się zawsze patrzeć w drugą stronę. Właściwie te moje fotografie, mówiąc za Marianem Schmidtem, są o niczym. Lubię zwyczajne historie „odgrywane” przez napotykanych po drodze ludzi, a już szczególnie te, które na pozór wydają się mało ciekawe. Przykładem może być zdjęcie, które przedstawia psa szczekającego na siedzącego na drzewie kota. Moment fotografowania tej błahej sytuacji zauważyła przechodząca przypadkiem kobieta. Przystanęła na chwilę i powiedziała mi, że coś takiego tylko artysta mógłby dostrzec. W pośpiechu przestajemy zauważać magię zwyczajnych zachowań czy gestów. Nie trzeba być artystą, żeby się zatrzymać i podumać o pięknie codzienności.

Czyli w swej skromności nie uważasz się za artystę?

Nie... może 50 lat po mojej śmierci ktoś tak stwierdzi.

Wiem, że nie lubisz określenia street photo. Jakbyś więc nazwał ten rodzaj fotografii?

Zwykłem mówić „dokument uliczny” albo „fotografia dokumentalna”. Lubię też określenie, którego użył jeden z moich mistrzów, wcześniej wspomniany Marian Szmidt – „fotografia humanistyczna”. Już sama nazwa wydaje się szlachetna. Formuła street photo stała się bardzo powszechna, poza tym sugeruje, że zdjęcia są zrobione na ulicy. A przecież tu chodzi o pewną filozofię fotografowania, a nie o miejsce, gdzie wykonuje się fotografie.

Jakbyś rozwinął hasło „fotografia humanistyczna”?

Fotografia humanistyczna, czyli fotografia codzienności, w której ważne jest odpowiednie nastawienie fotografa do świata, który odczuwa rodzaj sympatii do ludzi. Ja lubię ludzi, szanuję ich poglądy, rozumiem różne zachowania. Unikam momentów, które mogłyby uwłaczać ich godności. Staram się też celebrować sytuacje w których się znajduję i które uwieczniam na filmie. Często myślami wracam do tych miejsc.

A czy któraś z tych „fotograficznych historii” zasługuje na wyróżnienie, bo np. była jakiegoś rodzaju olśnieniem? Wydaje mi się, że fotografia codzienności jest pewnym olśnieniem, zaznaczeniem „czegoś” w rzeczywistości.

Bywają takie momenty, choć niezwykle rzadko, że odczuwam rodzaj przyjemnego spełnienia. Dzieje się tak dzięki tej świadomości, że szczęśliwie jestem w odpowiednim miejscu i czasie. To jest taki moment, który szybko mija, zazwyczaj po wywołaniu negatywu. Wciąż czuję spory niedosyt, nie satysfakcjonują mnie dotychczasowe efekty. Dawniej, w poszukiwaniu tego fotograficznego spełnienia, doświadczałem różnych przykrych sytuacji. Radziłem sobie z tym na różne sposoby, choćby podszywając się pod reportera. Przytoczę historię, która pomogła mi zrozumieć, jak głupi to był pomysł. Kilka lat temu fotografowałem podwórka na Trójkącie [potoczna nazwa jeden z dzielnic Wrocławia – przyp. J.F.]. Już wtedy rozpoczęła się trwająca do dziś rewitalizacja tamtejszych kamienic. Jednak remonty elewacji przeprowadzano tylko na zewnątrz. Gdy tak spacerowałem z aparatem, otoczyły mnie oburzone starsze panie. Wystraszony szybko zacząłem je przekonywać, że jestem z prasy i robię materiał o fatalnych warunkach ich domów. Kobiety zareagowały płaczem, a do mnie dotarło, że posunąłem się zbyt daleko w swojej nieuczciwości.

Popłakały się, bo wreszcie się ktoś tym zainteresował?

Tak. Były przekonane, że teraz wszyscy dowiedzą się o trudach ich życia. A przecież ja nie miałem żadnej mocy sprawczej. Później już nigdy nie pozwoliłem sobie na taki pokaz nieszczerości.

Szkoda, że się wtedy nie znaliśmy... Ktoś z „Kontrastu” by poszedł i zrobił o tym materiał...

Myślę, że wciąż można zrobić artykuł na ten temat, bo na Trójkącie, mimo zmian, sytuacja wciąż nie jest najlepsza. Mieszkałem tam przez kilka lat, więc wiem o czym mówię.

Zajmujesz się przede wszystkim fotografią analogową. Co z cyfrówkami? Dlaczego masz taką awersję do aparatów cyfrowych?

Chyba nie będę w tej kwestii odkrywczy. Fotografia cyfrowa, źle wykorzystywana, wyłącza myślenie. Obecnie prawie każdy może mieć aparat cyfrowy i bez większej świadomości, natychmiastowo, z możliwością szybkiej korekty, może wykonać zdjęcie. Fotografia zaczyna powszednieć, zanika jej wyjątkowość, w gąszczu miliardów fotek coraz trudniej odnaleźć coś wartościowego. Aparat cyfrowy w dłoni kogoś nieświadomego jest jak karabin maszynowy, którym bezmyślnie strzela się z użyciem „magazynku” o pojemności kilkunastu gigabajtów. Technika cyfrowa, może zabrzmi to zbyt surowo, jest po prostu zbyt łatwa. Oczywiście ta cecha bywa także błogosławieństwem, szczególnie w komercyjnej pracy. Wtedy sięgam po aparat cyfrowy.

Skoro o pracy mowa. Fotografia to nie tylko Twoja pasja, ale też praca. Lubisz uczyć innych?

Bardzo. Przed rozpoczęciem pracy w szkole myślałem, że to będzie coś naprawdę cudownego. Miałem wyidealizowaną wizję szkoły, w której ja będę mentorem dla grupy chętnych do pracy młodych ludzi. Okazało się, że rzeczywistość jest nieco inna, bo sporo osób przychodzi do ukierunkowanej szkoły zupełnie przypadkowo. Bywa, że odkładam na bok nauczanie fotografii, a zajmuję się kwestiami kultury osobistej i wrażliwości. Gdy udaje się te kwestie opanować, mogę zacząć działać. Zazwyczaj wracam do domu wyczerpany, ale wciąż czuję, że tego typu praca jest fascynująca.

Teraz sam jesteś autorytetem w tej dziedzinie. A kto jest Twoim mistrzem oprócz Mariana Szmidta?

Kiedyś w księgarni odkryłem album „1/250'” Bogdana Dziworskiego, polskiego fotografa i operatora filmowego. Do dziś pamiętam zauroczenie jego niezwykłymi zdjęciami. Często słabymi technicznie, być może przez specyfikę druku, ale naładowanymi emocjami i „bressonowskimi momentami”. Potem, przy okazji nieudanej próby dostania się na studia do szkoły filmowej, poznałem Dziworskiego. Nasze spotkanie trwało jedynie 10 minut, ale było dla mnie niezwykle wartościowe. Z zagranicznych fotografów obecnie najbardziej cenię Richarda Kalvara. Nie klasyka, czyli Bressona, tylko właśnie Kalvara i jego niesamowite czarno-białe fotografie.

Czego szukasz w ich fotografiach?

U Kalvara urzeka mnie lekkość jego prac. Miałem okazję zobaczyć też jego stykówki, które trochę zdradzały sposób jego pracy. Mam wrażenie, że był bardzo zbliżony do mojego. Jedno z moich ulubionych zdjęć Kalvara przedstawia dwóch mężczyzn przy fontannie. Ten idealny moment, jak się okazuje, nie był pojedynczą klatką. Fotograf zmniejszał dystans do bohaterów swojego zdjęcia, jakby przełamując nieśmiałość. W końcu uzyskał najlepszy efekt na ostatniej, 36-tej klatce. Patrząc na jego kadry, mam wrażenie obcowania z artystą stroniącym od pośpiechu, ciekawym świata i ludzi i, co ważne, szanującym materię, w której pracował. Był wielkim, ale w mojej ocenie, spokojnym artystą.



Cały wywiad z Jakubem Kamińskim można przeczytać w najnowszym numerze „Kontrastu”.



Dodał: Artysta.pl

Piątek 9 listopada 2012 13:26

Ilość odsłon: 2884

Ocena: 0 (Głosów: 0)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Nie znaleziono komentarzy

Promowane miejsca
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek PLECIUGA jest miejską instytucją kultury, która od 1953 roku prężnie funkcjonuje...

zachodniopomorskie / Szczecin

Meskalina
Meskalina
Tu songwriterzy czarują publiczność, jazzmani przypominają o dekadach dekadencji, a laptopowi...

wielkopolskie / Poznań

Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia oferująca szeroki repertuar, zarówno w wykonaniu własnego zespołu jak i gości z...

dolnośląskie / Wrocław

Zbiornik Kultury
Zbiornik Kultury
Młoda kultura potrzebuje przestrzeni. Zanim zdefiniują się hierarchie, zanim usankcjonują się...

małopolskie / Kraków

Old Timers Garage
Old Timers Garage
Klub prezentujący koncerty na żywo i na najwyższym poziomie. Utrzymany w klimacie...

śląskie / Katowice