Artysta.pl na Facebooku

Sentymentalny mężczyzna z gitarą

zdj. z teledysku zdj. z teledysku
„Chłopiec z gitarą byłby dla mnie parą...” śpiewała wiele lat temu Karin Stanek. Mruczący romantyczne ballady, przygrywający sobie na akustycznych gitarach mężczyźni wywołują rozczulenie u większości przedstawicielek płci pięknej. Wśród całej rzeszy ulicznych grajków i coverowych śpiewaków znajduje się kilka rodzynków, którzy rozmiękczają serca światowej widowni.

Jako pierwszego na tapetę weźmiemy natchnionego Irlandczyka, Jamesa Vincenta McMorrowa. Dlaczego warto się zainteresować tym panem o aparycji zagubionego programisty? Na pierwszy rzut... ucha wydaje się, że piosenki z Early in the Morning, płyty wydanej w 2010, to typowe usypiacze. Łagodna linia melodyczna w połączeniu z miękkim, ciepłym głosem McMorrowa wpisują się w klimat kakao i ciasta drożdżowego. Jeżeli jednak dobrze się wsłuchać, wychodzi na to, że ani hit z płyty If I had a boat ani Broken Hear wcale nie są sentymentalnymi wytworami pop artu, ale smakołykami dla amatorów wyrafinowanej prostoty. Historia twórczości Jamesa to jednocześnie historia problemów z natchnieniem. Jest ona długa, pełna wzlotów i upadków. Los kilkakrotnie dawał muzykowi szansę, a ten i tak wybierał swoją własną ścieżkę, eksperymentowanie i naukę songwriterstwa na własny rachunek. Po sromotnej porażce, tzn. niewykorzystanej okazji nagrania płyty w Londynie, McMorrow wrócił do Irlandii, gdzie spędził pół roku w domku na plaży. To tam powstały piosenki z Early in the Morning, w których, mam takie wrażenie, spokój generuje szum fal. To bardzo uspokajająca i łagodząca płyta, zdecydowanie przeznaczona nie tylko dla kobiecych uszu, choć o miłości.

Fanki dwóch amerykańskich seriali: Plotkara i Pamiętniki Wampirów mogły usłyszeć ciepłe brzmienia Jamesa przy okazji oglądania niektórych odcinków. Piosenka Higher Love pojawiła się również jako tło do reklamy LoveFilm.




Następny w kolejce jest smutny brodacz, William Fitzsimmons. Jego również mogliśmy usłyszeć w amerykańskich produkcjach telewizyjnych: Chirurdzy oraz Bracia i Siostry. Ten zbieg okoliczności świadczy tylko o wysokim poziomie serialowych soundtracków, bo Fitzsimmons to naprawdę rewelacyjny muzyk. Wychowany w Pensylwanii przez niewidomych rodziców, był z nimi szczerze związany. Nic więc dziwnego, że bardzo przeżył ich rozwód. Pomimo że wcześniej nagrał już dwa albumy, dopiero The Sparrow and the Crow, w całości odnoszący się do tematu miłości, która wygasła, odniósł wielki sukces. Znajdują się na nim takie przeboje jak: Please don't go, I don't feel it anymore czy You Broke My Heart. Wymowne, prawda?

Amerykaninowi bliżej do popu niż McMorrowowi. Jego piosenki, choć przenikliwie smutne, wpisują się w potrzeby uniwersalnego gustu muzycznego, co słychać szczególnie w coverze piosenki Kate Perry I Kissed a Girl, który, swoją drogą, jest w mojej opinii dużo lepszy od oryginału. Jeśli chodzi o zdolności wokalne, niski, ogrzewający głos Fitzsimmonsa wysuwa go na prowadzenie w dzisiejszym zestawieniu. W dodatku gra na banjo, melodica, ukulele i mandolinie oraz jest terapeutą osób chorych umysłowo – prawdziwy multiinstrumentalista. Po raz drugi prostota odnosi zwycięstwo nad przekombinowaniem.





Tegoroczny Open'er, choć jak zwykle zorganizowany na wielką skalę, nie przyciągał wieloma interesującymi nazwami czy nazwiskami. Wśród nich znalazł się jednak zespół Bon Iver, któremu przewodzi Justin Vernon, kolejny utalentowany Amerykanin z nieodłącznym atrybutem w postaci gitary i brody. Vernon wiele lat miotał się między różnymi zespołami i gatunkami muzycznymi. Nigdzie nie mógł zagrzać miejsca na długo, a prawdziwy sukces osiągnął dopiero jako frontman Bon Iver. Płyta For Emma, Forever Ago z 2008 roku to prawdziwy hit. Niby równie rzewna co płyty McMorrowa i Fitzsimmonsa, ale wyróżniająca się po pierwsze dominującą gitarą akustyczną, po drugie nosowym, wibrującym głosem Vernona. Piosenki takie jak Flume czy Skinny Love wprowadzają w tryb slow motion nawet, gdy kroczy się ulicami pędzącego miasta. Jeżeli pójść dalej w metaforycznej interpretacji, skusiłabym się o określenie muzyki Vernona, jako filtru vintage nałożonego na rzeczywistość. Muszę przyznać, że głos mi uwiązł w gardle przynajmniej raz na skutek samego słuchania Skinny Love. Muzyczno-emocjonalny efekt osiągnięty. Pytanie: Co dalej? W 2010 roku wyszła płyta Relayed, którą Vernon nagrał z Gayngs. Nie była jednak tak dobra, jak Bon Iver, Bon Iver lub For Emma, Forever Ago. Szkoda, bo z Bon Iver jak z weekendami – chciałoby się, żeby były częściej i się nie kończyły.





Last, jak mówią anglojęzyczni, but not least na liście znalazł się Anglik, Kev Fox. Informacje o tym muzyku dużo trudniej jest znaleźć niż o trzech poprzednich, mimo że jest on w pewien sposób związany z Polską – w jego zespole gra dwóch polskich muzyków: Paweł Osicki i Michał Gołąbek. Kev podróżował również w ramach swojej trasy po Polsce, gdzie jego muzyka spotkała się z dużym entuzjazmem. Wielu porównuje go z Justinem Vernonem. Trzeba przyznać: podobieństwo barwy głosu jest spore, ale wystarczy choć raz przesłuchać album jednego i drugiego i już widać różnicę. Debiut płytowy Foxa (wcześniej nagrał minialbum Help Yourself) , King for a Day zawiera bardziej rytmiczne piosenki niż albumy np. Bon Iver, ale melodycznośc jego głosu nie ustępuje Vernonowi. Melancholia przenikająca utwory Foxa wydaje się być niezwykle szczera i rozczulająca, a pojawiające się od czasu do czasu amerkyańskie, folkowe brzmienie dodaje im charakteru. Zauważył to też Smolik, który zaprosił muzyka do współpracy. Wspólnie nagrali oni singiel promujący nową płytę Smolika i otwierający Kevowi szerzej drzwi do polskiej publiczności. Choć wiosenne koncerty Keva w Polsce dobiegły już końca, jest szansa na to, że wróci. W końcu chętnie wracamy w miejsca bogate w atmosferę zbliżoną do klimatu ciepłych, sentymentalnych piosenek o miłości.




Bardowie, trubadurzy, przydrożni śpiewacy, studenci z gitarami zarabiający na turystycznych szlakach... Wszyscy należą do grupy muzyków urzekających autentycznością, bo pomimo licznych zdobyczy technologicznych nie zawsze wykorzystanie ich wszystkich będzie pozytywnie odebrane przez słuchaczy. A przecież piosenki pisze się dla ludzi.

PL



Dodał: Artysta.pl

Wtorek 31 lipca 2012 11:55

Ilość odsłon: 2095

Ocena: -1 (Głosów: 1)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Nie znaleziono komentarzy

Promowane miejsca
Old Timers Garage
Old Timers Garage
Klub prezentujący koncerty na żywo i na najwyższym poziomie. Utrzymany w klimacie...

śląskie / Katowice

Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek PLECIUGA jest miejską instytucją kultury, która od 1953 roku prężnie funkcjonuje...

zachodniopomorskie / Szczecin

Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia oferująca szeroki repertuar, zarówno w wykonaniu własnego zespołu jak i gości z...

dolnośląskie / Wrocław

Meskalina
Meskalina
Tu songwriterzy czarują publiczność, jazzmani przypominają o dekadach dekadencji, a laptopowi...

wielkopolskie / Poznań

Zbiornik Kultury
Zbiornik Kultury
Młoda kultura potrzebuje przestrzeni. Zanim zdefiniują się hierarchie, zanim usankcjonują się...

małopolskie / Kraków