Artysta.pl na Facebooku

Szaleństwo za murami Piranesiego...

Choroba całkowicie odmieniła życie i malarstwo hiszpańskiego mistrza. Zwiedzał szpitale psychiatryczne (jedna z atrakcji tamtych czasów) i rozpoznawał w pacjentach cierpienie, którego sam doświadczył, a o którym mógł mówić tylko pędzlami... Moje Muzeum i Artysta.pl zapraszają do bolesnej relacji z ataku choroby...



Aktualne miejsce: Hiszpania, Madryt, Museo de la Real Academia de Bellas Artes

Czas powstania: 1812 r.

Autor: Francisco Jose de Goya y Lucientes

Tytuł: "Dom dla obłąkanych" (Manicomio o Casa de locos)



Za tymi murami była moja choroba. Każdy z tych mężczyzn był wyrazem, któregoś z moich objawów. Ten z wąsami i pióropuszem na głowie stał i patrzył na mnie milcząco. Jego rękę trzymał taki pucołowaty jegomość, który wyglądał jak kobieta w chuście na głowie. Całował dłoń tego wąsacza, a ten patrzył na mnie jak posąg pozbawiony głębi wyrazu. Podobno tak dziwnie patrzyłem przed siebie, gdy Sebastian coś do mnie mówił. Sam nic nie mogłem powiedzieć. Nie mogłem ruszyć żadną częścią swojego ciała. Nic nie widziałem. Sebastian twierdzi, że to dziwne, bo moje źrenice reagowały, a ja nie. Gdy wziął moją rękę, żeby sprawdzić tętno, to podobno pulsowała jak gotująca się woda. Jednak ja sam leżałem bezwładnie wgapiony przed siebie, choć pogrążony w ciemnościach. Czułem ogarniające mnie przerażenie i jednocześnie postępujący bezwład ciała.

Ten, który siedział tyłem do mnie, taki goły na surowej posadzce, przytykał sobie rogi do głowy. Na zmianę lewy z prawym. W ten sam sposób wytężałem na zmianę każde z moich uszu, żeby wyraźnie usłyszeć słowa Sebastiana i pozostałe dźwięki z otoczenia. Bezskutecznie. Żadne z moich uszu nie chciało dostosować się do tego co słyszało… Sebastian mówił, że słyszałem, tylko reagowałem jak zranione zwierzę, które nic nie rozumie i wydaje jakiś odgłos, ale nie ma nad nim żadnej kontroli. Teraz też, po tylu latach, gdy ktoś coś do mnie mówi, to wiem o tym, że mówi nawet, jeśli nie widzę, że rusza ustami. Nie rozumiem jednak co mówi, tzn. nie słyszę…

A ten, który tak klęczał obok tego z rogami, to mówił ciągle, żeby go Bóg zbawił, bo tyle grzechów popełnił, że boi się piekła. Straszył też innego, że musi go zasztyletować, żeby został zbawiony. Groził i błagał jak opętany… Co ja plotę, przecież on był opętany. Oni wszyscy to szaleńcy z diabłem pod skórą. Klęczał i wzywał Pana tak zawzięcie, że wszystkie jego słowa zlewały się w długi, przeciągły, czasami tylko przerywany jak czkawką, ryk. Sebastian mówił, że dźwięki, które wydawałem z siebie były jak wycie o pomoc. Deus, Deus, Deeeeuuuussss. Podobno wyłem i syczałem nie widząc, nie słysząc, nie mogąc się ruszać. Byłem jak uwięziony wąż. Niegroźny, choć gotowy do obrony przed wrogiem.

D.Ż.


Ogarniał mnie mrok. Zupełnie tak, jak całą tę część dziedzińca, w której tłum przypadkowo zebranych obłąkańców, chował się pod ścianą, w przerażeniu własnym cierpieniem. A może oni nie byli przerażeni sobą. Może bali się mnie patrzącego na nich zza barierki. W mojej głowie pojawiały się obrazy pełne niezrozumienia. Dlaczego ci mężczyźni pod ścianą całują się ze sobą tak przy wszystkich… Czy ta ściana jest rzeczywista, czy urojona. Czy zakratowane okno, które w niej widzę jest prawdziwe, czy tylko ja je widzę. Skoro istnieje ono naprawdę, to dlaczego nikt nie patrzy w jego stronę. Tamci ludzie mieli błędny wzrok lub skierowany w ciemność, zamiast do światła.

Kilka dni potem zacząłem dostrzegać jasność. W tamtym ponurym wnętrzu, a tak naprawdę tylko w mojej głowie, zobaczyłem Piranesiego…

- Francesco, caro Francesco, gdzieżeś zawędrował hiszpański talencie w swoich poszukiwaniach? – Powiedział do mnie, jak za dawnych rzymskich czasów. Dzieliliśmy wtedy mieszkanie przy schodach hiszpańskich.

- W Twoje ślady dobry kolego. Zszedłem do więzienia dla nadwrażliwców. U ciebie są skazańcy, łuki, sklepienia i mury na kilka metrów grube. U mnie podobnie, tylko skazańcy nie popełnili żadnego przestępstwa… - Słyszałem jak mu odpowiadam. Każde moje słowo było wyraźne i dźwięczne. Nie wiem jedynie w którym języku mówiłem. Sebastian twierdzi, że nie był to włoski, a raczej język trudny do zidentyfikowania. Wyglądało jakbym rozmawiał z diabłem.

- Piranesi, czy ty wiesz coś o izolacji? – Zaczepiłem go znienacka.



Ciąg dalszy jest tutaj



Dodał: MojeMuzeum

Poniedziałek 5 listopada 2012 22:46

Ilość odsłon: 1534

Ocena: 2 (Głosów: 2)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Nie znaleziono komentarzy

Promowane miejsca
Zbiornik Kultury
Zbiornik Kultury
Młoda kultura potrzebuje przestrzeni. Zanim zdefiniują się hierarchie, zanim usankcjonują się...

małopolskie / Kraków

Old Timers Garage
Old Timers Garage
Klub prezentujący koncerty na żywo i na najwyższym poziomie. Utrzymany w klimacie...

śląskie / Katowice

Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek PLECIUGA jest miejską instytucją kultury, która od 1953 roku prężnie funkcjonuje...

zachodniopomorskie / Szczecin

Meskalina
Meskalina
Tu songwriterzy czarują publiczność, jazzmani przypominają o dekadach dekadencji, a laptopowi...

wielkopolskie / Poznań

Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia oferująca szeroki repertuar, zarówno w wykonaniu własnego zespołu jak i gości z...

dolnośląskie / Wrocław