Artysta.pl na Facebooku

Teraźniejszość zawsze jest zła – rozmowa z Talatem Darvinoğlu

Nie łatwo jest w przestrzeni internetowej odnaleźć drugiego tak ciekawego twórcę. W tonach wirtualnej sztuki dogrzebać się do wartościowych treści to prawdziwa... sztuka. Tym bardziej cieszy nas, że Talat Darvinoğlu, artysta podróżujący w czasie, nie Turek, nie malarz, odpowiedział na kilka naszych pytań.



Zacznijmy od rozszyfrowania Pana pseudonimu. Talat Darvinoğlu to dość niecodzienna i trudna nazwa dla artysty. Skąd wziął się na nią pomysł?

Wydaje mi się, że wcale tak nie jest. Każdy, kto choć raz spotkał się z takim nazwiskiem jak Orhan Pamuk, powinien mieć już jakąś wskazówkę. W jednej z powieści tego literata, nazwisko Darvinoğlu było bardzo istotne i stąd to się wzięło. W ramach dowcipu zacząłem się tak podpisywać w różnych miejscach i tak zostało. W zasadzie wszystko jest jednym wielkim przypadkiem i wydarzyło się dość dawno, kiedy byłem zainteresowany książkami Pamuka. Nawet nie utożsamiam się z bohaterami o tym nazwisku, a być może i sam dodałem mu teraz jakiejś piątej klepki. Ponadto całkiem wygodnie jest się poruszać po tej płaszczyźnie, jaką jest sztuka, z wyimaginowanym i „lewym” nazwiskiem. Powiedzmy, że ludzie z miasta mnie znają, zaś dla ludzi z zewnątrz, ktoś taki jak Darvinoğlu, jest już znakiem zapytania. Wiarygodność tego weryfikuje zadane pytanie. Nie staram się przywiązywać do tego większej wagi. W ubiegłym roku, podczas Ogólnopolskiego Przeglądu Sztuki Współczesnej w Rawiczu, w katalogach jako miejsce pochodzenia widniał Stambuł, zaś w publikacji na jednym z zagranicznych portali dostałem podwójne obywatelstwo. Nikt nie wie, o co chodzi. Czyli wszystko gra. Powiedzmy, że Darvinoğlu to pewien „album”, w którym zawiera się garść surrealistycznych obrazów.
Ichthys Ichthys Talat Darvinoğlu


Dlaczego postawił Pan na fotografię i animację, a nie np. na malarstwo?

Z prostej przyczyny; nie nadaję się do malarstwa. To chyba największy zawód, jaki mnie dotąd spotkał, choć żyję z tym w pełnej zgodzie. Od zawsze liczyłem się z malarstwem i też na nim zbroiłem swoje oko. Dopiero później zacząłem dostrzegać, że przez tę małą czarną szczelinę w aparacie, coś widać. Innymi słowy, w oczach zaczęły mi się pojawiać własne płótna. I tak się zaczęło. Znalazłem własny sposób na przedstawienie tego, co rozpływa się w mojej głowie. Całe szczęście, że zdążyłem.

Czym dla Pana jest sztuka? Jak Pan myśli, po co i komu poza samym artystą jest ona potrzebna?

Zależy, co nazywamy sztuką? Ciężko jest przedstawić jedną spójną definicję. Jeśli miałbym ją jednak zacieśnić do granic sztuk plastycznych, to jest dla mnie czymś w rodzaju myślenia na głos. W surrealizmie nazywa się to myślą krytyczną. Myśl, która bez żadnych problemów i oporów wydostaje się na zewnątrz. Oczywiście nie jestem przeciwny eksperymentowaniu w sztuce, ale nie zgadzam się, aby robili ze mnie naiwniaka ludzie, którzy zupełnie się do tego nie nadają. Sztuka często jest kryjówką dla ludzi, którzy woleliby się spełniać gdzieś indziej. Od takich ludzi roi się wszędzie, od uniwersytetów sztuk pięknych począwszy. W ten oto sposób rak rozprzestrzenia się na cały kraj, a to może być podstawą tego, że nie ruszymy z miejsca. Natomiast, po co i komu potrzebna jest sztuka? Nie mam pojęcia. Może równie dobrze szukać odpowiedzi w pytaniu, po co nam muzyka czy literatura? Wydaje mi się, że zjawisko sztuki poza samą funkcją kształcenia, daje nam również pewną formę rekreacji. Można mieć taką samą frajdę z czytania Dostojewskiego czy słuchania Satie, jak ze studiowania płócien Lettla lub Beksińskiego.

Jaka jest rola sztuki we współczesnym świecie?

Nie pokładam większych nadziei we współczesnej sztuce, mimo tego, że sam gram na tym boisku. Być może, dlatego, że rządzą nią bezduszne prawa rynku, a rynek to największa pułapka. Moloch, który wciąga wszystko, bez reszty. Przez to niektórzy tracą człowieczeństwo, talent i siłę napędową. Nie tracą jedynie pieniędzy. Mieliśmy kilku dobrych nauczycieli sztuki i kilku złych. Ktoś kiedyś powiedział, że podobno dobra sztuka to ta, która od dwóch dekad do dwóch stuleci wyprzedza swój czas w odniesieniu do establishmentu. Oczywiście, żeby tak się stało, musi uznać, że teraźniejszość jest zła. A zawsze jest zła.

Klaustrofobia Klaustrofobia Talat Darvinoğlu
Jakie prądy we współczesnej sztuce mogą według Pana liczyć zainteresowanie krytyków, a jakie społeczeństwa i w czyje gusta najbardziej wpisuje się pana sztuka?


O to należałoby spytać krytyków. Sam osobiście nie śledzę na bieżąco wydarzeń w sztuce. Trafniej byłoby – nie zwracam na to uwagi. Jeżeli zaś chodzi o moją publiczność, o ile taka istnieje, to o wiele lepsza jest dobrana widownia. Wiecie, ludzie, którzy naprawdę chcą cię oglądać, to prawdziwy skarb dla twojej twórczości. Najgorsze jest dzikie uwielbienie, które jest chorobą ludzi pozbawionych duszy i szpiku w kościach. Tacy nie posiadają niczego, a swoją pustkę starają się wypełnić właśnie tym. Ponadto należy unikać opinii rodziny i znajomych, szczególnie w początkowym okresie twórczym. Zauważyłem, że to bardzo częste zjawisko. Pewnego „artystę” otacza jakieś grono znajomych i puszcza mu w ucho ciepłe słówka. Beztalencia szybko popadają w samozachwyt i dalej robią swoje, czyli nic. Tak tworzy się bałagan.

Co jest takiego wyjątkowego w surrealizmie, co Pana w nim pociąga?

Zdawałoby się, że prymat podświadomości nad racjonalizmem i rozsądkiem. O to w tym wszystkim chodzi. Absurd. Wraz z narodzinami surrealizmu podświadomość zaczęła odgrywać istotną rolę. Stała się autentycznym zjawiskiem. Ten z pozoru błahy przypadek, wniósł do sztuki wszystko, co najlepsze. Odkrył nowe źródła inspiracji. Artyści zaczęli funkcjonować gdzieś na granicy jawy i snu. Proces twórczy, który dotąd opierał się na racjonalnych założeniach, stał się nagle spontaniczny. To dało drogę wewnętrznej wolności intelektualnej, a co za tym idzie, myśli, która eliminowała rozum. Wyzbycie się niepotrzebnego materializmu. W takim wypadku podświadomość stała się najbardziej obiektywnym narzędziem w rękach artysty. Podobnego zdania był mój przyjaciel-malarz Piotrek Mosur, który powtarzał, że tylko szkice mają siłę przebicia, szybszego, a więc trafniejszego zapisu myśli. Z drugiej strony, narodzinom ruchu surrealistycznego towarzyszyła krytyka społeczeństwa drobnomieszczańskiego, co w zupełności mi odpowiada.

Pisze Pan, że urodził się 100 lat za późno. Wiek temu Polską targały niepokoje związane z brakiem niepodległości, większa część społeczeństwa żyła w nędznych warunkach, a nad Europą krążyło widmo wojny, co było tylko niewielką przyczyną fali samobójstw. Co pociąga Pana w tamtych czasach?

Wydaje mi się, że tło polityczne ma tu najmniejsze znaczenie. W zasadzie określenie tego tłem daje już jakąś wskazówkę. Gdybym miał odpowiedzieć bezpośrednio, to wolałbym świat osadzony w realiach lamp naftowych i jegomościów w czarnych cylindrach. Ale wiem, że taka odpowiedź was nie urządza. W każdym stuleciu znajdzie się paru wariatów, którzy zawsze będą mieć inne zdanie. Nie chciałbym jednak, aby uznano mnie za jakiegoś czubka, ale kluczem do odpowiedzi na to pytanie może być jednak postępowy pesymizm i mizantropijne nastawienie. Odkąd pamiętam, zawsze miałem z tym problem. Byłem pesymistą na długo przed, nim wpadłem w te wszystkie surrealistyczne widziadła. Można rzec, iż pesymizm wyssałem z mlekiem matki. I co mogę powiedzieć? Pesymizm nikogo nie deprecjonuje. Pesymistyczna wizja życia nadaje dystansu do wszystkiego, a to z kolei jest próbą charakteru. Wycieczką do wnętrza samego siebie. Za jedną z przyczyn tego „zaprzepaszczonego aktu urodzenia” można uznać już sam fakt życia we współczesnym społeczeństwie. Chodzi o człowieka. Pewnie dostanie mi się za to po głowie od innych ludzi. Uważam, że ta cała gra kreacji musi się w końcu skończyć, bo kreacja nie istnieje. Głosy ludzi zawsze brzmiały identycznie; pieniądze, pieniądze, pieniądze. Żadna niespodzianka. Niespodzianką byłoby coś przeciwnego. Wydaje mi się, że to wiele wyjaśnia. Rozwój przyczynił się do wielu ciekawych rozwiązań, ale wraz z tym, zaczął jeszcze mniej wymagać od jednostki, co wpływa na nią ujemnie. Społeczeństwo zachciało być wygodnym i dlatego jest zadowolone z postępu techniki i nauki, a to zaś buduje nowe horyzonty postrzegania świata. Człowiek przestał myśleć. Jego największą bronią stała się praca, a gdy już ją miał, miał wszystko. Największe zabezpieczenie. Wspomniany pieniądz spotęgował przedmiot. Im więcej człowiek miał pieniędzy, tym mniej miał w sobie prawości. To oczywiście stanowiło jakiś fundament pod społeczeństwo konsumpcyjne. Jedna wielka układanka. Na to nie zwraca się uwagi. Pieniądze zaczęły wkraczać między człowieka a przedmioty i zdobywać je dla niego. To ostatnie jest z Thoreau. Wtedy też zrozumiałem, że to odpowiedni moment, aby wycofać się z gry. To bardzo śliski temat i nie musicie się ze mną zgadzać. Z autopsji wiem, że nie warto o tym dyskutować w większym gronie, bo skutkuje to grubszą aferą lub zerwaniem więzi. Tyczy się to również jednej z kobiet, która akurat figuruje we dwóch moich obrazach, które uznaje za opus magnum swojej krótkiej twórczości. Ponadto mój pesymizm nie wziął się znikąd. Podziwiam równie niepoprawnych optymistów. To bardzo interesujące zagadnienie. Zawsze zastanawiało mnie, co kombinują. Wyobraźcie sobie człowieka, pędzącego, co tchu, na złamanie karu, byleby do przodu. Po porażce udającego durnia, że nic się nie stało, i że na pewno będzie lepiej. Inną zagadką są dla mnie ludzie, którzy czują się usatysfakcjonowani tylko tym, że cieszą się jakąś opinią, i jeszcze ją aprobują. To się tyczy wszystkich; artystów, złodziei serc, czy osiedlowych zabijaków. To jest nasze społeczeństwo, a ja jestem dosadny. Zakopany już dawno pod ziemią Rozanow miał chyba rację, uznając je za twór, który nie wzbogacał, lecz zubożał naszego ducha. Problem na papierze przerabiało już wielu. Pisał o tym wspomniany Thoreau, pisał Gogol, który za krytykę rosyjskiego społeczeństwa w „Martwych duszach” został przez nie wyklęty. Pisał Tołstoj, którego zabili ludzie. Według mnie „dzisiejsi” ludzie. Tak więc nie urodziłem się sto lat wstecz i całe szczęście nie urodzę się sto lat wprzód. Traktuję to jako utopijne myślenie, bo przecież wiadomo, że niemożliwym jest dać nogi w czasie. Toczę pojedynek z samym sobą. I to jest główna przyczyna. Pozostaje mi jedynie zająć stanowisko obserwatora. A do ludzi; cieszcie się życiem!
Kobiety taskające proste lustro w listopadowe popołudnie Kobiety taskające proste lustro w listopadowe popołudnie Talat Darvinoğlu


Czy dekadentyzm nie zakładał, że wszystko zostało już wymyślone i nie warto się starać o nowe? W takim razie nasuwa się pytanie: po co tworzyć?

Na tym właśnie polega dekadencki paradoks. Dekadenci mając świadomość choroby gatunku ludzkiego, uważali się za przedstawicieli najwyższego etapu rozwoju homo sapiens. Cywilizacja przełomu XIX i XX wieku to przecież śmierć Boga i porażka znienawidzonego przez dekadentów poprzedniego światopoglądu, pozytywizmu. Ponadto przeświadczenie o zgubnym kursie ewolucji. Skoro wołano za Nietzsche „Gott ist tot” i wszystko zostało dotknięte kryzysem, to i społeczeństwo również. Mówiąc najprościej, powstała wtedy moralna próżnia, a co za tym idzie, rozkład wartości kulturowych i społecznych. Dekadenci na własne życzenie wzięli rozwód ze społeczeństwem i w odróżnieniu od swoich mieszczańskich adwersarzy, woleli się przyglądać końcowi ewolucyjnego cyklu. Być może nie do końca uważali, że wszystko zostało już wymyślone, jak padło w pytaniu, a bardziej obawiali się przed przyszłym, zgubą. W takim wypadku skąd wzięła się ta niemoc twórcza? Być może z niemożności walki ze światem i przeświadczenia o bezsensowności ludzkiej egzystencji. Nie można tworzyć, nie żyjąc. Współcześnie dekadentyzm to nie tylko schyłek i pesymistyczna postawa, to także hołdowanie indywidualizmu czy estetyzmu. Cała ta gra, to jedna wielka melancholia. Większość ludzi i tak nie zrozumie, co próbujesz robić. Przyjdą, zapukają do drzwi i zmarnują ci parę godzin. Przypomina mi się, co kiedyś powiedział Cioran: „melancholia to żal po innym świecie, choć nigdy jednak nie wiadomo, po jakim”. A jeśli tak nie powiedział, to powiedział coś bardzo podobnego. Ponadto, skoro zarzucany jest mi dekadentyzm, to nikt nie wie, w jakiej aktualnie fazie jestem. Być może w ostatniej.

Sztuka może dla niektórych artystów pełnić funkcję terapeutyczną. Czy tak jest z Panem? Czy tworzenie surrealistycznych, a więc odległych od mimetyzmu obrazów pozwala lepiej radzić sobie z rzeczywistością?

Artystę najbardziej psuje własne wyobrażenie o tym, że jest się kimś wyjątkowym. Zresztą, to psuje każdego człowieka, ale nie o tym. Skupmy się jednak na terapii. A terapia według mnie jest lekturą różnych kształtów. To bardzo dobre pytanie, bo rozgranicza potoczne myślenie o artyście. O poecie, malarzu, czy kim tam jeszcze. Może właśnie o mnie. Większość przeklętych i pogrążonych w smutku nie poradziła sobie z rzeczywistością. Ale to wina ich pesymistyczno-destrukcyjnej filozofii życia. To właśnie załatwiło Wojaczka czy Stachurę. Artaud pisał o Van Goghu jako o samobójcy społecznym. Hemingway napisał wiele dobrych rzeczy, ale miał sztucer. Od Sokratesa nauczyłem się zaś, że żyć, to długo chorować, cóż za dolegliwość, i temu Ateny podały śmierć w płynie. Nietzsche oszalał. Tych i wielu innych wzięło w łeb. Sztuka nie jest żadną terapią. To wypadkowa przeżyć i nauk, które wydobywa się z życia. Być może w pewnym sensie jest to jakaś ulga. Ale, nie w tym rzecz. Wiecie, o co mi chodzi. Cud naszych czasów polega jednak na tym, że ludzie praktykujący sztukę opanowali do perfekcji oszustwo i lawirowanie. Według mnie „terapia” nie istnieje. Wszystko inne to alkoholizm.

Co daje Panu proces tworzenia?

Wszystko i nic.

Konsumpcja wspomnień Konsumpcja wspomnień Talat Darvinoğlu
Gdzie postaci z Pańskich fotografii podziały głowy? Czy brak, zakrywanie twarzy postaci na obrazach symbolizuje uniwersalny los człowieka?


Podobno z ludzkiej twarzy można wyczytać wszystko. No, może nie do końca wszystko. Będąc jednak osobą praktykującą nadrealizm nie mogłem sobie na to pozwolić. Skoro według surrealizmu myśl eliminowała rozum, to ja wyeliminowałem głowę. Tak na wszelki wypadek. Śmieję się oczywiście. To trochę jak zapytać kucharza, czy sekretem jego każdego dania jest sól? A on odpowiedziałby na to, że „nie”. W obrazach „konsumpcja wspomnień” czy „medium ludzi bez głowy” brak głowy ma akurat dosłowne znaczenie. Podobnego wniosku można doszukiwać się w „rozstaniu”. W „kobietach taskających prostokątne lustro” obdarzyłem już bohaterki obumarłymi koronami drzew, gdzieś na nieurodzajnym polu. W „mene ragritte" jest to z kolei jakaś wariacja w hołdzie wielkiemu mistrzowi Magritte’owi, zaś w „klaustrofobii” zostawiłem głowę, a w zasadzie zachowałem jedynie jej kształty. Ciężko mówić o uniwersalnym losie człowieka, bo to w zupełności nieostre stwierdzenie. Powiedzmy, że moi bohaterowie uzależnieni są od danej sytuacji, która im towarzyszy. Czasami są to rzeczy trudne, złożone, a czasami wręcz truistyczne.

Jaki artysta (lub po prostu – osoba) zrobił na Panu największe w życiu wrażenie i dlaczego?

Było takich wielu. Przeważnie rozchodzi się tu o ich geniusz. I nic więcej. Chociaż nie będę ukrywał, że można się od nich sporo nauczyć. Jakaś familia, gdzie wielu z jej członków wzbudza we mnie pewne zaufanie. Być może łączy ich jakiś sojusz. Nie wiem. Potraktuję to pytanie jako drobną wycieczkę po paru książkach czy płótnach. Nim jednak przejdę do malarzy, pozwolę sobie na przedstawienie paru literatów. W końcu to też ludzie. Bardzo przydatne okazały się „Obywatelskie nieposłuszeństwo”, a później „Walden” Thoreau. Albo odwrotnie. Obu książkom towarzyszy głęboka refleksja. Ponadto „Sztuczne raje” Baudelaire’a. Cały Nietzsche. „Człowiek, który śpi” Pereca. Jeśli ktoś ma problem ze składaniem liter, to nakręcono z tego również całkiem dobry film. Dla przeciwników opasłych tomisk „Ojciec Sergiusz” Tołstoja. To zaledwie sześćdziesięciocztero stronicowe przez Rosjan określane „powiest”, które daje dobrą naukę moralności. A jeżeli ktoś lubi sobie przechylić, to ponownie Baudelaire, „Zapiski psychopaty” i „Moskwa-Pietuszki” Jerofiejewa, i cały Bukowski. W zasadzie całe przeklęte polskie podwórko od Wojaczka, przez Hłaskę, na Stachurze kończąc. Ponadto płótna Beksińskiego, aż nadto. Mój prywatny mistrz. A dalej Lettl, Magritte, pierwsze obrazy Dalego, Duchamp, surrealista z Katowic Hans Bellemer i paru moich znajomych, malarzy, którzy wiedzą, że o nich chodzi. Muzycznie Satie, Debussy i nasz wielki mistrz Chopin, przy którym Szostakowicz czy Prokofiew brzmią jak dzieci. Chyba o wiele więcej czerpię z fortepianu, niż z gitar. Mistrz filmografii Ingmar Bergman i jego porządek oraz mistrz surrealistycznej satyry Roy Andersson. Ludzie, oglądajcie filmy Anderssona. On nawet kręcąc reklamy dla szwedzkiej telewizji stworzył dzieła. Dorzucam jeszcze „Ściany” Dumały oraz Béla Tarra. I chyba tyle.

Przeczytałam na Facebooku, że szykuje się wystawa w Krakowie. Czy będzie jej przewodził jakiś konkretny motyw, czy po prostu zaprezentuje Pan wybrane prace? Gdzie i kiedy się ona odbędzie?

Wszystko wskazuje na to, że będzie to maj. Szczerze mówiąc nie zastanawiałem się jeszcze nad tym, ile i jakie pokażę prace. Mam jeszcze trochę czasu. Może będą to zupełnie nowe dzieci, które urodzą się dopiero w kwietniu. Zobaczymy. A miejsce? Na tę chwilę określę to w ten sposób; pewna krakowska kawiarnia z pewnego dużego teatru.

Dziękuję za rozmowę.

PL


talat darvinoğlu (ur. 1988 w Polsce - zm.) - surrealista.

www.facebook.com/talatdarvinoglu

www.cargocollective.com/darvinoglu



Zobacz więcej zdjęć w galerii:

Teraźniejszość zawsze jest zła – rozmowa z Talatem Darvinoğlu Teraźniejszość zawsze jest zła – rozmowa z Talatem Darvinoğlu Teraźniejszość zawsze jest zła – rozmowa z Talatem Darvinoğlu Teraźniejszość zawsze jest zła – rozmowa z Talatem Darvinoğlu Teraźniejszość zawsze jest zła – rozmowa z Talatem Darvinoğlu Teraźniejszość zawsze jest zła – rozmowa z Talatem Darvinoğlu

Dodał: Artysta.pl

Poniedziałek 25 marca 2013 14:05

Ilość odsłon: 6010

Ocena: 0 (Głosów: 0)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Nie znaleziono komentarzy

Promowane miejsca
Zbiornik Kultury
Zbiornik Kultury
Młoda kultura potrzebuje przestrzeni. Zanim zdefiniują się hierarchie, zanim usankcjonują się...

małopolskie / Kraków

Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek PLECIUGA jest miejską instytucją kultury, która od 1953 roku prężnie funkcjonuje...

zachodniopomorskie / Szczecin

Meskalina
Meskalina
Tu songwriterzy czarują publiczność, jazzmani przypominają o dekadach dekadencji, a laptopowi...

wielkopolskie / Poznań

Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia oferująca szeroki repertuar, zarówno w wykonaniu własnego zespołu jak i gości z...

dolnośląskie / Wrocław

Old Timers Garage
Old Timers Garage
Klub prezentujący koncerty na żywo i na najwyższym poziomie. Utrzymany w klimacie...

śląskie / Katowice