To nie jest kraj dla starych ludzi...

W zawiązku z niedawno prezentowaną wystawą prac Katarzyny Kozyry w krakowskim Muzeum Narodowym, coraz częściej na tapecie pojawia się pytanie: co w dzisiejszych czasach nazywamy sztuką? Czy czasem nie mylimy jej z naruszeniem dobrego smaku, uczuć religijnych, estetyki?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Fale protestów jakie pojawiły się wraz z wydarzeniem, świadczą o tym, że jednak spora część krakowskiego społeczeństwa ma inny ogląd na niniejszą sprawę, niż choćby dyrektorzy placówki. Wynika z tego, że jeszcze wciąż jesteśmy myślącym stereotypami i zamkniętym społeczeństwem, a może po prostu bardzo konserwatywnym. Niniejsze stanowisko w większości obrali ludzie starsi, wierzący, a głównym organizatorem protestów jest Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi. Niestety Kozyre, bazującą na nagości i kontrowersji („Łaźnia żeńska”- obrazy z ukrytej kamery kobiet w negliżu, ukazanych z dala od wyśrubowanych kanonów mody i urody, teledysk „Cheerleaderka”- przedstawiający kobietę z penisem, „Piramida zwierząt”), pomylono z profanującą symbole religijne Dorotą Nieznalską (m.in. zbezczeszczenie krzyża w dziele „Pasja”, poprzez umieszczenie na nim męskiego przyrodzenia, wykonanie opaski na wzór korony cierniowej czy opasanie bioder nagiej kobiety tą że koroną, na znak stosunku wobec problemu aborcji- „Moje życie, moja decyzja”). Niemniej wystawa budzi niesmak towarzystwa krakowskiego, a „golizna” nie stanowi dlań przedmiotu sztuki.

Wciąż zapominamy, że sztuka współczesna odbiega od tradycyjnego jej pojmowania, do którego jeszcze wielu z nas jest przyzwyczajonych. Obecnie zmienia się niemal wszystko: kino, teatr, pojawiają się nowe rodzaje sztuki jak happeningi, performance, aktywizujące widza. I można dyskutować czy te wszystkie formy wysokiej kultury nie uległy spłyceniu. Teatr stał się pożywką dla mas, a nie miejscem intelektualnych wzlotów. Jednak zawsze pojawiać się będę argumenty, po obydwu stronach.

Po co powstała sztuka prowokująca, reklama szokująca i różnego rodzaju happeningi- by wpędzać w konsternację i podnosić świadomość, ale przede wszystkim by bulwersować. Takie jest ich podstawowe założenie, a im bardziej ranią czyjeś uczucia lub wpędzają go w dyskomfort psychiczny, tym lepiej. Im głośniej się o nich mówi, tym są skuteczniejsze i choć spierać się można, ile zostało w nich z prawdziwej sztuki, a ile z komercyjnej papki, nie można odbierać im honoru prawdziwego rozgłosu i kontrowersji. A czy w sztuce nie o to właśnie chodzi? Jeżeli podnoszą głosy dyskusji w słusznej sprawie niosąc ze sobą jakieś przesłanie czy nie stwarzają szansy na potencjalną zmianę? Świadomości, postaw, opinii...

Weźmy za przykład marketing strategiczny i sztukę reklamy szokującej, zarówno te komercyjne, autorstwa choćby Oliviera Toskanii dla Benettona, jak i społeczne na przykład Barnardo’sa dotyczące dzieci urodzonych w ubóstwie. Dzięki szokowi zaczynamy się zastanawiać, coś do nas dociera i zaczyna poruszać. Poprzez prowokację i spontaniczność budzimy swoją świadomość. Jak inaczej zaskoczyć współczesnego człowieka, po to by coś poczuł. Codziennie docierają do niego miliony przekazów i bodźców, na które stał się zupełnie obojętny. Dzięki reklamie znów zaczyna myśleć o problemie ubóstwa, rasizmie, chorobach (HIV), wojnie i innych nieszczęściach trawiących ludzkość.

Dokładnie tych samych mechanizmów używa sztuka wysoka, przez swą kontrowersje zmusza do myślenia. I choć wielu może poczuć się dotkniętych, jak inaczej zbulwersować? Naturalnie sztuka prowokująca, stanowi tylko jedną z wielu gałęzi sztuki. Tym bardziej, jeżeli ktoś czuję się nią urażony, uważa że jej mechanizmy są całkowicie nieskuteczne, zupełnie spokojnie może oddać się przyjemności obcowania z jedną z jej sióstr, pozostawiając ją tym, którzy jednak są nią zauroczeni. Stwarzanie sytuacji konfliktowych, protestów, ostentacyjnego wyrażania dezaprobaty wyświadcza jej jedynie przysługę rozgłosu. Przecież największym ciosem dla sztuki nie jest jej krytyka, lecz brak zainteresowania, zupełna ignorancja.

Jeszcze lepszym sposobem aktywizacji widza i dotarcia do niego jest happening (obok pokrewne fluxus i intermedia). Odbiorca bierze czynny udział w sztuce, która ma miejsce, zaczyna patrzeć nań innymi oczami. Mistrzami dziedziny stali się Allan Kaprow, John Cage, Wolf Vostell i wielu wielu innych. Ludzie uczestniczący w sztukach stawali się przedmiotami, całkowicie podległymi woli twórcy. Czyż to nie idealny przykład manipulacji, kontroli, w imię wyższych celów. W jednej z galerii w Nowym Yorku, Kaprow rozdał uczestnikom karty, na których zapisano, jakie będę odgrywać role w jego wystawie, stali się tym samym częścią ekspozycji. Z kolei Ci, którzy współpracą nie byli zainteresowani, po prostu zwiedzali, zarazem nadal odgrywając role, jaką dla nich przewidział, bo cóż to za sztuka, której nikt nie ogląda. Tym samym ogół dokładnie zrealizował zamiary twórcy tworząc dzieło „18 happenings in 6 parts”. Cage w swoim utworze „Musicirus” wykorzystał wszystkie gatunki muzyki i zestawił je z pantomimą oraz filmem, z kolei Vostell swoją wizję destrukcji i zniszczenia ubrał w happening pt. „Theater is in the Street” , wiążąc dźwiękowe i wizualne wydarzenia artystyczne. Happeningi są równie często wykorzystywane przy okazji różnorakich manifestacji, dały początek bardzo popularnym akcjom typu flash mop (np. „ FREE HUGS”), w których uczestniczyć może każdy, jak i każdy może je zorganizować.

Sprzeciwem wobec skonwencjonalizowanego świata, z kolei, stał się performance. Artysta przekracza granice, łamie tabu seksualności, cielesności, a prowokacja jest jednym z jego narzędzi. Nie obce mu okaleczenia, nagość, brutalność, a nawet śmierć. Za przykład może posłużyć przypadek 29-letniego Rudolf Schwarzkogler’a, który w 1969 roku wyskoczył z okna własnej pracowni, podzielając tym samym ideologie akcjonistów, by wyrażać się przez działania, a nie same dzieła. Do ich repertuaru należało również spożywanie własnego kału i moczu, kaleczenie genitaliów czy mazanie się krwią. I jak odnieść się to takiego pojmowania sztuki? Obrazoburcze prace Doroty Nieznalskiej, w takim kontekście i na takim tle stają się dużo bardziej łagodne.

Jakże trudno odpowiedzieć na pytanie: co z tą sztuką? Co nią jest, co nie. Odpowiedź jest niezwykle subiektywna i dyskusyjna. A jeżeli już coś nią jest, to jaki mieć do tego czegoś stosunek? Niemalże każda krytyka jest konstruktywna, dlatego nie chodzi o to, by z niej rezygnować, ale może warto czasem wziąć pod uwagę, że również my stajemy się jej obiektem, że nasz punkt widzenia nie jest jedynym i nie jesteśmy wszechwiedzący. Czyż blokowanie wielu artystycznych i wartościowych przedsięwzięć w imię własnych idei, przekonań i utrwalonych stereotypów, jak to ma miejsce w Krakowie, przy jednoczesnym ignorowaniu zdania i odczuć innych, nie byłoby uprawianiem sztuki dla sztuki. Czas ciągle biegnie, a gusta i trendy się zmieniają i choćbyśmy chcieli tą machinę zatrzymać, pędzi już zbyt szybko. Niestety nie ma w niej miejsca dla zaściankowego myślenia. I może otwarcie należy przyznać, „w porządku będę częścią tego świata, choć to nie jest już kraj dla takich jak ja”.

PK

Dodał: Artysta pl

Czwartek 19 stycznia 2012 11:55

Ilość odsłon: 115

Ocena: 0 (Głosów: 0)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Nie znaleziono komentarzy

Muzeum Powstania Warszawskiego
Nowoczesne, interaktywne muzeum, przybliżające widzom w każdym wieku przebieg Powstania...

mazowieckie / Warszawa

Scena Prapremier In Vitro
Scena Prapremier InVitro tworzy alternatywną propozycję o trwałym charakterze repertuarowym,...

lubelskie / Lublin

Filharmonia Narodowa
Filharmonia Narodowa w Warszawie to reprezentacyjna instytucja życia muzycznego w Polsce, którą...

mazowieckie / Warszawa

Nowy Wspaniały Świat
Nowe, wspaniałe miejsce na kulturalnej i rozrywkowej mapie Warszawy. Działający pod skrzydłami...

mazowieckie / Warszawa

Arsenał
Galeria, mogąca pochwalić się bardzo liczną kolekcją, długą historią i szerokim spektrum...

podlaskie / Białystok

artysta.pl - artyści, kultura, sztuka