Artysta.pl na Facebooku

Turandot w (zbyt) nowoczesnej aranżacji?

Turandot w (zbyt) nowoczesnej aranżacji?

Stało się – długa oczekiwana premiera w końcu miała miejsce. Czego się spodziewaliśmy po duecie Treliński – Kudlicka? Na pewno niezapomnianej scenografii. Treliński już w Traviacie dał wyraz swych artystycznych kierunków. Turandot tylko te kierunki potwierdza. Nie ma w spektaklu tradycyjnej chińskiej baśni, osadzonej kilka wieków temu. Jest coś z nurtu pop. Popkultura wdziera się do tzw. „sztuki wysokiej”. Nie znając wcześniej dzieła, można się poczuć zagubionym. Treliński wrzuca nas w już trwająca akcję. Nie traktowałabym tego jednak jako zarzut – świadomy widz czyta program albo zna dzieło, zanim zacznie je oglądać.

Już od początku uderza obecność chóru nad widownią, po dwóch stronach, a także chór chłopięcy za sceną. Kaskada dźwięków stwarza niesamowity efekt w połączeniu z rewelacyjną grą orkiestry. Niektórzy krytycy zarzucają Trelińskiemu, że sięgnął po chwyty tandetne, którymi żywi się europejski teatr: drag queens, postać jokera z batmana, roznegliżowane panienki czy ciąg białych pomieszczeń umiejscowionych na wirującej scenie.

Moim zdaniem szczytowym i najbardziej emocjonalnym momentem opery jest chwila, gdy Turandot zadaje swoje zagadki, mające na celu doprowadzenie kandydata do porażki, a tym samym do śmierci. W powietrzu czuć napięcie unoszące się między dwiema postaciami. Jest plastycznie, subtelnie, a jednocześnie namiętnie. Z kolei scena śmierci Liu jest chyba najbardziej wzruszającym momentem, gdy łzy same cisną się do oczu. Niesamowite jest poświęcenie młodej dziewczyny, kochającej wielką, nieodwzajemnioną miłością, a następnie złożony jej hołd.

Nie wolno zapomnieć o roli orkiestry, która zagrała absolutnie rewelacyjnie pod batutą dyrygenta Carlo Montanaro, który całą swoją osobą przyciąga uwagę. Momenty, gdy można dostrzec, jak śpiewa razem z chórem, są absolutnie niezapomniane. Dyrygent dostał nie mniejsze brawa od odtwórców głównych ról. Na podobne oklaski zasłużył odtwórca Kalafa – Charles Kim – dzięki mistrzowskiemu wykonaniu arii Nessun Dorma.

Podsumowując, uważam, że Turandot to niezwykłe widowisko, mające mnóstwo mocnych punktów, z każdym kolejnym aktem zaskakujące coraz bardziej. Sam finał opery zapiera dech w piersiach i nie pozwala ochłonąć jeszcze przez kilka godzin po zakończeniu spektaklu.



Dodał: Boruc

Czwartek 28 kwietnia 2011 13:41

Ilość odsłon: 1525

Ocena: 0 (Głosów: 0)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Marlene - Czwartek 28 kwietnia 2011 14:48
wybrałam się na te operę i muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiej dawki postmodernizmu w inscenizacji ale całość zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, zwłaszcza od strony muzycznej.
Patka - Czwartek 28 kwietnia 2011 15:08
ja byłam zachwycona absolutnie. Trafiły mi się co prawda miejsca z przodu, gdzie nie mogłam się dokładnie przyjrzeć całej scenografii, ale cała opera zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Charles Kim mnie wbił w fotel swoją arią :)
agataaa - Czwartek 28 kwietnia 2011 15:20
Dla mnie niesamowite były tancerki. Chciałabym tak tańczyć kiedyś...
Promowane miejsca
Zbiornik Kultury
Zbiornik Kultury
Młoda kultura potrzebuje przestrzeni. Zanim zdefiniują się hierarchie, zanim usankcjonują się...

małopolskie / Kraków

Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek PLECIUGA jest miejską instytucją kultury, która od 1953 roku prężnie funkcjonuje...

zachodniopomorskie / Szczecin

Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia oferująca szeroki repertuar, zarówno w wykonaniu własnego zespołu jak i gości z...

dolnośląskie / Wrocław

Meskalina
Meskalina
Tu songwriterzy czarują publiczność, jazzmani przypominają o dekadach dekadencji, a laptopowi...

wielkopolskie / Poznań

Old Timers Garage
Old Timers Garage
Klub prezentujący koncerty na żywo i na najwyższym poziomie. Utrzymany w klimacie...

śląskie / Katowice