Artysta.pl na Facebooku

Twittujące fotografie

Amy umiera, 2010 Amy umiera, 2010 Nate Larson
Rozmawę z Nate Larson & Marni Shindelman, których prace można było zobaczyć podczas FOTOFESTIWALU 2012, przeprowadził Bill Kouwenhoven.


Przedstawcie się, proszę, i opowiedzcie o waszym projekcie.

M: Nazywam się Marni Shindelman.

N: Nazywam się Nate Larson.

M: Mieszkam w Rochester w stanie New York, a Nate w Baltimore w stanie Maryland. Nasz projekt nazywa się Geolocation, Tributes to the Data Stream. Naśladujemy pojawianie się wiadomości na Twitterze; tych, do których dołączone są dane o współrzędnych geograficznych. Udajemy się w te miejsca i je fotografujemy. Fotografie, które przedstawiamy, mają pod spodem tekst – treść samej wiadomości umieszczonej na Twitterze, a my stoimy w miejscu skąd autor wiadomości ją wysłał i robimy zdjęcie.

N: Naprawdę interesuje nas to, w jaki sposób ludzie z całego świata komunikują się z innymi, a projekt rozpoczął się mniej więcej trzy lata temu, kiedy to na Twitterze rejestrowano około pięciu milionów wiadomości dziennie. Obecnie jest to około pięćdziesięciu milionów wiadomości dziennie. Jak widać, w przestrzeni wirtualnej jest mnóstwo wiadomości cyfrowych. Nas interesuje, skąd one pochodzą, chcemy
Strzały, 2011 Strzały, 2011 Nate Larson
zachować pewien ich mały fragment i powiązać je na nowo z miejscem, z którego pochodzą. Pracę nad projektem rozpoczęliśmy mniej więcej trzy lata temu, pierwsze miejsce, które sfotografowaliśmy było w centrum Chicago. Był to okres pogarszającego się kryzysu finansowego w Stanach, a wiadomość dotyczyła kogoś, kto właśnie stracił pracę w Investment Bank. I gdy staliśmy u stóp tego budynku, uświadomiliśmy sobie moc tego miejsca, w kontekście połączenia go z miejscem, gdzie wydarzyło się coś złego. Rozważaliśmy również to, w jaki sposób ludzie radzą sobie w takich chwilach – zamiast iść do baru z bliskimi przyjaciółmi, ktoś wysyła tę wiadomość na Twitterze, gdzie każdy może się na nią natknąć i ją przeczytać. Wydaje się, że obecnie nastąpiła duża zmiana w relacjach międzyludzkich.

M: Dokładnie. Clive Thompson – autor, którego twórczość nas zainteresowała, zgłębia temat sieci i mówi o idei ambient awareness lub pozazmysłowego postrzegania Internetu. Chodzi o to, że mamy wgląd w czyjeś myśli i uczucia, tak naprawdę nie rozmawiając z tą osobą. Jeśli ktoś ma konto na Facebooku, zamiast zapytać się „Co u ciebie?” mogę spytać „Jak tam? Lepiej się czujesz? Bo wiem z Facebooka, że byłeś chory w zeszłym tygodniu”. Możemy więc zaobserwować, jak Facebook, Twitter czy inne portale społecznościowe zmieniają nasz sposób mówienia o czymś. A zapis fotograficzny jest formą reakcji na to zjawisko.

N: Część projektu dotyczy również pojęcia prywatności. Jestem przekonany, że utrata prywatności w Unii Europejskiej, różni się od utraty prywatności w Stanach. Ale ludzie mają to do siebie, że włączają pewne ustawienia, a potem o nich zapominają – na przykład o tym, że ich telefon rejestruje miejsce ich pobytu, a potem wyświetla za nimi cyfrowy ślad, czy tego chcieli, czy nie. Jednym z podstawowych pytań projektu, jest to, jak dużo informacji chcemy udostępniać, czy jesteśmy świadomi umieszczania ich publicznie i czy pamiętamy o korygowaniu ustawień wedle potrzeb. W
Szepty Jezusa, 2011 Szepty Jezusa, 2011 Nate Larson
Stanach prześledziliśmy wiele kont użytkowników, np. osób które złamały rękę, o czym dowiedzieliśmy się właśnie z wiadomości, które wysłali na portalu społecznościowym. Zajęliśmy się też niepokojącą kwestią osób, które oglądają fotografie dzieci w nieodpowiedni sposób, a następnie dzięki podanej lokalizacji geograficznej mogą je wyśledzić w rzeczywistości. Nasz projekt nie opiera się na hackowaniu – wszystkie te informacje są powszechnie dostępne, mamy do nich dostęp, możemy więc robić zdjęcia i, mamy nadzieję, spowodować, że ludzie zastanowią się nad swoimi przyzwyczajeniami. Jednocześnie praca nad projektem jest niezwykle ekscytująca – jak już mówiła Marni – nagle możemy wejść w relację z ludźmi na różne sposoby, i mamy nadzieję, że doprowadzi to do powrotu głębszych więzi międzyludzkich. Równocześnie dostrzegamy moc tych udogodnień – siłę dobra, siłę pomagającą budować społeczności oraz przestrzeń do gromadzenia się dla różnych fotografów i dla dyskusji o swoich pomysłach. Istnieje jednak również ten drugi element, gdzie ludzie muszą być nieustannie świadomi podejmowanych przez siebie wyborów.

M: Mieliśmy również to szczęście, że mieliśmy szansę dużo podróżować w związku z naszym projektem. Pierwsza prezentacja naszej pracy miała miejsce w Baltimore, a następnie w Rochester na wschodnim wybrzeżu. Potem mieliśmy okazję pojechać do Wielkiej Brytanii na festiwal fotograficzny. Następnie było Marks Arts Center w Palm Springs i Palms Desert w Kalifornii, a na koniec St Johnny w Brunswick. To fantastyczne, że można stać się kimś w rodzaju antropologa, pojechać do innego miasta i naśladować to, co się tam dzieje wykorzystując wiadomości na Twitterze. I jeździć tam, dokąd zabiera nas Twitter i dokąd jeżdżą ludzie.

Czy waszym zdaniem ludzie zachowują się różnie w zależności od lokalizacji, na przykład są bardziej otwarci w sprawach osobistych na południu w Kalifornii, niż w zamglonej Nowej Fundlandii czy w Brunswick?

N: Na razie jest podobnie. Są wiadomości pełne refleksji, niektóre tragiczne, niektóre tak po ludzku przejmujące. Ale jest również wiele niepoważnych wiadomości, które również nas interesują, ponieważ chcemy ukazać całą skalę emocji i ekspresji w tych formach. Chcielibyśmy również pojechać do krajów, gdzie angielski nie jest językiem dominującym, a mieszkańcy nie są nastawieni tak „zachodnio”, żeby zobaczyć, czy tam jest inaczej. Obecnie staramy się o granty i pieniądze na pokrycie podróży, żeby tam pojechać, więc jeśli szczęście nam dopisze, to będzie kolejna faza projektu.

M: Chociaż taką najbliższą kolejną fazą projektu jest umieszczenie
Mój Tata umarł, 2011 Mój Tata umarł, 2011 Nate Larson
bilbordów w Atlancie, w Georgii. To byłoby fascynujące i ekscytujące, gdybyśmy mogli bardziej przybliżyć nasze prace społeczności. Chcemy zrobić zdjęcia i umieścić je w przestrzeni publicznej w pobliżu bilbordów i reklam. Czyli nasze fotografie w wielkim formacie zawisną przy autostradzie.

N: Ciekawe jest również to, że nie znamy żadnej z osób, które wyśledziliśmy na Twitterze. Wszystkie dane udostępniane są publicznie przez te osoby, ale żadnej z nich nie poznaliśmy osobiście. Mamy nadzieję, że poprzez ustawienie bilbordów w przestrzeni publicznej dojdzie do większej interakcji ze społecznością, a ludzie będą mogli zobaczyć, co dzieje się dookoła nich, w ich społeczności. Mamy nadzieję, że osoby, które wysłały wiadomości na Twitterze jako dostępne dla całego świata zobaczą, jak zyskały one „drugie życie” i zostały skonfigurowane w innym formacie. Jesteśmy bardzo podekscytowani tą publiczną stroną naszego przedsięwzięcia.

Może to prowadzić do jakiejś potencjalnej interakcji z osobami, które wysyłają wiadomości na Twitterze w okolicach bilbordów. Jeśli akcja potrwa jakiś czas, być może zareagują jakoś na to, co wystawiliście. Jak sądzicie, co może z tego wyjść?

N: Zaproponowano nam między innymi bilbordy wideo, na których można wyświetlać różne treści. Jeśli będziemy mieć takie bilbordy, treść można częściej zmieniać, a wtedy być może ludzie zaangażują się bardziej niż w przypadku statycznych bilbordów, które będą stały w danym miejscu przez miesiąc czy sześć tygodni. Mam nadzieję, że właśnie takie rozwiązanie spowoduje większe zaangażowanie społeczności, która będzie gwałtowniej i szybciej reagować.

M: Chciałabym, żeby ludzie pomyśleli, kto w pobliżu wysyła wiadomości na Twitterze. Jeśli jedziemy samochodem, choć może lepiej w samochodzie tego nie robić, to może na przykład, kto siedzi obok nas w autobusie podczas podróży. Kto obok nas umieszcza wiadomości na Twitterze. Tak, żeby mieć oczy szerzej otwarte.

N: Jedną z kwestii podnoszonych przez projekt jest samotność. Może ktoś, kto siedzi właśnie obok ciebie wysyła na Twitterze wiadomość o tym, że czuje się samotny, a ty z nim nie wchodzisz w interakcję. To dla nas niezwykle fascynująca myśl. Obecnie jesteśmy bardziej niż kiedykolwiek ze sobą połączeni; mam poczucie, że łączę się z ludźmi z całego świata poprzez portale takie jak Facebook czy Twitter, ale to tylko w pewien sposób wzbogaca interakcję, a na innym poziomie możemy nadal czuć się niespełnieni, czy niezwiązani z nikim. To dziwne, że jesteśmy równocześnie bardziej i mniej niż kiedykolwiek połączeni ze sobą. Mamy nadzieję, ze projekt odzwierciedli ten stan za pomocą przestrzeni fizycznej, i poprzez integrację.

M: To samo dotyczy fotografii – odnoszą się one do poczucia samotności; fotografowane miejsca są niezwykle puste i tak jest – mamy poczucie, że ludzie są bardziej samotni. Nie wiesz, co wysyła na Twittera twój sąsiad obok albo twój kolega.

N: Wiele uwagi poświęcamy też danym konsumentów. Wiele wiadomości na Twitterze łączy się z „tagami” – odnośnikami do produktów, wszystko jest oparte na reklamie. Dlatego interesujemy się kwestią danych konsumenckich i nasz następny projekt może dotyczyć tego, w jaki sposób korporacje wyszukują tego rodzaju informacje. Nie wiemy jeszcze, w jaki sposób przedstawimy ten problem wizualnie, ale jesteśmy bardzo świadomi tego, że informacje mogą być wykorzystywane zarówno na poziomie osobistym, jaki i do celów marketingowych. Ostatecznie korporacje starają się wpłynąć na nasze wybory zakupowe i przyzwyczajenia konsumenckie.

To trochę jakby spotkali się Marshall McLuhan i J. G. Ballard...

M: Trochę tak.

N: Bylibyśmy zaszczyceni, gdybyśmy byli wymieniani w tym towarzystwie.

M: To chyba wszystko, dziękujemy. Chyba, że są jeszcze jakieś pytania?

Tak, jakie znaczenie ma nieruchomy obraz fotograficzny w dobie Twittera i szybkości?

M: Dla nas fotografia jest upamiętnieniem. Upamiętnia ten krótki rzeczywisty moment, który następnie zostaje przyszpilony do mapy. Tak działa fotografia. Robimy zdjęcie żyjącej i pełnej ruchu przestrzeni i przedstawiamy ją jako niesamowicie pustą, w tym artystycznym ujęciu.

Wciąż mam nadzieję, 2011 Wciąż mam nadzieję, 2011 Nate Larson
N: Według mnie również chodzi o zachowanie czegoś. Jeśli fotografia zatrzymuje jakąś chwilę, a tych chwil jest pięćdziesiąt milionów dziennie, jesteśmy w stanie wykonać jedno czy dwa zdjęcia; z tego strumienia wyłuskać dwa zdjęcia i te dwie chwile są ujęte i zachowane w formie fotografii. Sprawia to, że dużo myślę o historii mediów, kiedy zakładano, że jest pewien moment zwłoki, chwila na kontemplację; w przypadku większości fotografii dotyczyło to wielkiego świata, w przypadku naszych zdjęć, szumu informacji w kontekście Twittera.

Czyli podajecie obraz, by pokazać bijące z niego emocje?

N, M: Na to liczymy. To jeden z naszych celów.

M: No i my naprawdę czytamy te wiadomości. Niewiele osób czyta tyle milionów wiadomości. Robimy takie sesje i czytamy każdą wiadomość, z którą powiązane są współrzędne geograficzne. Czytamy je wszystkie.

Czyli nie jesteście samotni, no i te wiadomości przechowywane są przez lata.

N: Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych ma dostęp do archiwum wiadomości wysyłanych na Twitterze. Mówią, że to historyczna dokumentacja naszych czasów. Zupełnie jak historyczne listy wymieniane między politykami. I że przeciętny człowiek z ulicy ma swój wkład w portretowanie naszej kultury. Nie wiem jak to robią technicznie, to tak wiele informacji do uporządkowania codziennie. Myślę, że to fascynujące, jeśli spojrzymy na to zjawisko jako na dokumentację społeczną obecnych czasów w kontekście historii Ameryki i świata.

A czy wy wysyłacie wiadomości na Twitterze?

M: Ja trochę, ale więcej czytam. Jestem aktywnym czytelnikiem Twittera. Twitter to dla mnie jak poranna gazeta. Czytam cały dzień. Nie piszę za dużo, jestem raczej obserwatorem. Na razie.

N: Prowadzę taki projekt na blogu, pod nazwą Artist Desktop, gdzie artyści przysyłają mi zrzuty ekranowe pulpitów swoich komputerów. Blog powiązany jest z Twitterem, więc za każdym razem, kiedy coś na nim napiszę, pojawia się to na Twitterze. Ale nie wysyłam wiadomości osobistych, tylko takie, które odnoszą się do mojej działalności artystycznej. Za to dużo korzystam z Facebooka, czyli śmiesznie się to podzieliło. Mój profil jest troszkę bardziej prywatny, więc czuję się swobodniej dzieląc się jakimiś rzeczami. Natomiast inne formy są bardziej otwarte i tam udzielam się w bardziej ograniczony sposób. Ale oczywiście mając to na względzie, jeśli ma się tysiąc znajomych na Facebooku, nic nie jest naprawdę prywatne.

Witamy w nowoczesnym życiu...

N: Dokładnie. To wiele mówi też z pewnością o ewoluujących strukturach społecznych – jeśli jakiś fotograf, którego nie znam wyśle mi zaproszenie na Facebooku, dodam go do swoich znajomych tylko dlatego, że jest fotografem. W pewien sposób staje się to walutą społeczną. To że ma się z kimś wspólne „doświadczenie” wystarczy. Nie trzeba już kogoś znać, aby udzielić mu pewnych informacji.

M: Ja jestem trochę bardziej selektywna na Facebooku. Mam mniej niż połowę liczby znajomych Nate'a i wysyłam więcej osobistych rzeczy.

To ilu znajomych masz na Facebooku?
Wart czekania, 2011 Wart czekania, 2011 Nate Larson


M: Myślę, że obecnie poniżej pięciuset. Coś takiego.

N: Ja właśnie przekroczyłem dwa tysiące. Stan na dziś rano: 2019.

A po południu już pewnie 2023.

N: Pewnie tak, spędziliśmy ostatnie cztery dni na festiwalu fotograficznym w Houston i dodałem wielu znajomych po rozmowach, jakie się między nami odbyły. A teraz jesteśmy na konferencji Towarzystwa Edukacji Fotograficznej i ludzie już zaczęli mnie dodawać w oparciu o nasze interakcje, więc będę miał więcej znajomych. To się nigdy nie kończy.

Jeśli pojedziecie do Łodzi, czy chcecie kontynuować projekt?

M i N: Oczywiście.

N: Historia mojej rodziny wiąże się z Polską. Bardzo chciałbym pojechać do Polski i zrobić tam zdjęcia.

M: Bardzo byśmy chcieli.

Dziękuję bardzo.

M i N: Dziękujemy.



IP



Dodał: Artysta.pl

Środa 6 czerwca 2012 16:09

Ilość odsłon: 2094

Ocena: 0 (Głosów: 0)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Nie znaleziono komentarzy

Promowane miejsca
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia oferująca szeroki repertuar, zarówno w wykonaniu własnego zespołu jak i gości z...

dolnośląskie / Wrocław

Old Timers Garage
Old Timers Garage
Klub prezentujący koncerty na żywo i na najwyższym poziomie. Utrzymany w klimacie...

śląskie / Katowice

Zbiornik Kultury
Zbiornik Kultury
Młoda kultura potrzebuje przestrzeni. Zanim zdefiniują się hierarchie, zanim usankcjonują się...

małopolskie / Kraków

Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek PLECIUGA jest miejską instytucją kultury, która od 1953 roku prężnie funkcjonuje...

zachodniopomorskie / Szczecin

Meskalina
Meskalina
Tu songwriterzy czarują publiczność, jazzmani przypominają o dekadach dekadencji, a laptopowi...

wielkopolskie / Poznań