Artysta.pl na Facebooku

Dlaczego złodziej "Mona Lizy" został bohaterem narodowym? Kilka słów o nieuczciwych miłośnikach sztuki

Kupujesz stary mebel i wycinasz z niego deskę. Robisz z niej podkład dla obrazu, zbierasz substancje, z których dawno temu wykonywano barwniki. Uruchamiasz swój talent i przedsiębiorczość i voilá! Przestępstwo idealne i...bardzo modne.

Dzisiejszy rynek sztuki zalewany jest monstrualną ilością falsyfikatów dzieł sztuki. Z jednej strony nie łatwo jest stworzyć idealną podróbkę dzieła sprzed kilku wieków, bo skład farb zmienił się to tego stopnia, że trudno o oryginalne barwniki, ale z drugiej korupcja i brak kompetencji wśród pseudoznawców okrutnie się panoszą. Na polskim rynku roi się od podróbek Witkacego, z którymi historycy sztuki nie mają siły walczyć, nieuświadomieni nabywcy kupują Nikifora po okazjonalnych cenach, nie zdając sobie sprawy, że szanse na nabycie oryginału są minimalne. Bezczelni marszandzi nowobogackim biznesmenom próbują wepchnąć nawet Rubensa, choć dobrze wiadomo, że Polska jest zbyt uboga, aby do kupienia były u nas dzieła tak znanych artystów.

Historia fałszerstw jest długa i niezwykle interesująca. Pierwszym guru fałszerzy jest z pewnością holender Han van Meegeren, który na początku XX wieku genialnie podrabiał obrazy XVII wiecznego malarza Jana Vermeera van Delfta. Zanim zrobił pierwszy rok na ścieżce kryminalnej, przygotował się do tego gruntownie. Kupił dom poza miastem, by nikt nie przeszkadzał mu w pracy, nabywał przedmioty z epoki, na których mógł się wzorować, w końcu w jego ręce trafił niewiele warty obraz sprzed trzech wieków. Namalował na nim swój pierwszy podrabiany obraz Uczniowie w Emmaus. Zachwyceni galerzyści zachwycili się odkryciem zaginionego obrazu mistrza z Delft. Ostatecznie trafił on w ręce rządu holenderskiego. Sprytny oszust, operując doskonałym warsztatem, dodał do portfolio van Delfta około 60 obrazów własnego autorstwa, które sprzedał wielu galeriom. Dlaczego przez długi czas nikt się nie zorientował, że coś nie gra? Meegeren postawił na szczegóły, sprawnie dobierał skład farb, jego pędzel, podobnie jak narzędzie van Delfta, zrobiony był z włosia borsuka, a efekt starości osiągał dzięki suszeniom obrazów w specjalnie zbudowanym do tego celu piecu. Pewnie nie wyszłoby to nigdy na jaw, gdyby nie przypadkowy "romans" z marszałkiem III Rzeszy Hermannem Goeringiem, do którego kolekcji trafiła jedna z podróbek Meergerena, Chrystus i jawnogrzesznica. Fałszerza oskarżono o współpracę z nazistami w konsekwencji czego ten wyznał, jak zgromadził majątek. Wywołał tym nie lada sensację, bo nikt nie mógł uwierzyć, że perfekcyjne kopie nie były dziełem Jana Vermeera van Delfta. Fałszerz jednak pod okiem policji namalował jeszcze jeden obraz w stylu Vermeera, czym utwierdził wszystkich w przekonaniu, że oto mają do czynienia z mistrzowską intrygą.

Nie on jeden oszukał historyków sztuki. Na podobny pomysł wpadł Mark Landis, który przedstawiał się jako jezuita Arthur Scott. Dobroduszny zakonnik ofiarowywał amerykańskim muzeom dzieła mistrzów, aby upamiętnić swoją zmarłą matkę. Jak twierdził, nagrobki mają wszyscy, ale obraz w muzeum jedynie nieliczni. Ten były właściciel galerii nabrał historyków w 19 stanach, w co nie mogą wciąż uwierzyć władze USA. Co ciekawe, załamują oni ręce, gdy mowa o ukaraniu oszusta. Aby uznać Landisa za przestępce, musiałby osiągać on jakiekolwiek korzyści materialne z popełnianych czynów. Jedyną korzyścią mężczyzny były jednak spotkania z władzami muzeów i zapisanie w historii imienia matki.

Co może być bardziej bezczelnego od zarabiania na sławie dawno zmarłych mistrzów pędzla? Podsuwanie żyjącym artystom falsyfikatów do podpisu! Tak działał Holender Geer Jan Jansen, który upodobał sobie malarstwo Appela, a następnie również Matisse'a, Picassa i Magritte'a. W podrabianiu dzieł był tak dobry, że artyści bez zastanowienia sygnowali jego prace.

Z naiwności kupujących korzysta do dziś również inny artystyczny iluzjonista John Myatt, który niegdyś sprzedawał Picassów, Matisse'ów czy Chagallów malowanych własną ręką. Obecnie nadal tworzy kopie ich prac i obrazy „w stylu”, które rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, ponieważ kupcy lubią mieć zamknięte oczy na ekspertyzy i orzeczenia. Ważne, że wygląda jak Chagalle, ale nie musi nim być.

W Polsce najczęstszą ofiara przestępstw na polskim rynku sztuki padają Kossakowie. Podobno częściej na rynku poważnie oferowane są podróbki ich dzieł od oryginałów. Także Nowosielski, Wyczółkowski czy wspomniany wyżej Nikifor są profanowani przez przedsiębiorczych artystów. Jak sobie z tym radzić? Nie wierzyć w stu procentach w grubą książkę ekspertyz, ale oglądać obraz ze wszystkich stron, przyjrzeć się stanowi płótna i podpisowi, który niejednokrotnie wyróżnia się fakturą, odstaje. Podejrzliwie podchodzić do wszelkich uszkodzeń, śladów po nalepkach na odwrocie oraz nie wierzyć w okazyjne ceny. Sztuka kosztuje!
"Vinci" reż. J. Machulski


Wyobraźnię Polaków pobudził kilka lat temu film Juliusza Machulskiego Vinci, w którym dwóch złodziejaszków planuje ukraść słynną Damę z łasiczką. Nie jest to tak zupełnie oderwany od rzeczywistości pomysł. Już sto lat wcześniej na kradzież innego dzieła mistrza Leonarda porwał się Vincenzo Perugia. Włoch w 1911 po prostu zdjął Mona Lizę ze ściany w Luwrze, wsunął go pod kurtkę i wyszedł z muzeum. Choć po aresztowaniu uparcie przedstawiał siebie jako patriotę pragnącego zwrócić dzieło jego ojczyźnie, tak naprawdę działał na zlecenie brazylijskiego marszanda, który chciał wpuścić w obieg kilka kopii obrazu. Do dziś nie wiadomo, czy ten, który po dwóch latach powróciła do paryskiego muzeum jest oryginałem, czy też po porwaniu został wmieszany w kopie i sprzedany na czarnym rynku. Vincenzo Perugia, jak można się domyśleć, został przez Włochów okrzyknięty bohaterem narodowym. Czy rzeczywiście miejsce dzieł sztuki jest tam, gdzie powstały? Czy Holandia byłaby gotował na taki przypływ drogocennej historii?

Włoch nie był jedynym, który zapragnął dokonać skoku życia. Już w XV wieku gdański kaper Paweł Beneke porwał obraz niderlandzkiego malarza Hansa Memmlinga Sąd Ostateczny. Dzieło zamiast do florenckiej katedry trafiło do kościoła Wniebowzięcia Marii Panny. Dziś ogromne malowidło można oglądać w jednym z gdańskich muzeów. Także słynny Krzyk Edwarda Muncha stał się obiektem zainteresowania złodziei. Dwie z czterech namalowanych przez artystę wersji przeżyło przygodę. Po raz pierwszy w 1994 jeden z nich skradziono z Narodowej Galerii w Oslo, a kpiący przestępcy zostawili na piśmie podziękowanie za słabą ochronę. Kolejny został skradziony dziesięć lat później z Muzeum Muncha w Oslo. Grabieżcy w środku dnia odwiedzili muzeum i nic sobie nie robiąc z obecności strażników, wynieśli dzieło warte 50 mln dolarów! Choć policji udało się odnaleźć ten obraz w 2006r., był on niestety w kiepskim stanie.

Najbardziej kosztowna kradzież, jaką pamięta historia sztuki miała miejsce w Bostonie w 1990r. Z Isabella Stewart Gardner Museum wyniesiono 13 obrazów wartych 500 mln dolarów, a wśród nich m.in. dzieła Vermeera i Rembrandta.

Chciałoby się podsumować, że nie ma nic paskudniejszego od fałszowania i uszczuplania historii, na którą dowodami są wybitne dzieła sztuki. Nie ma jednak również drugiego tak wdzięcznego tematu na powieść lub film jak artyści, ich życie i burzliwe losy ich obrazów.

PL



Dodał: Artysta.pl

Piątek 26 kwietnia 2013 12:48

Ilość odsłon: 2908

Ocena: 0 (Głosów: 0)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Nie znaleziono komentarzy

Promowane miejsca
Meskalina
Meskalina
Tu songwriterzy czarują publiczność, jazzmani przypominają o dekadach dekadencji, a laptopowi...

wielkopolskie / Poznań

Zbiornik Kultury
Zbiornik Kultury
Młoda kultura potrzebuje przestrzeni. Zanim zdefiniują się hierarchie, zanim usankcjonują się...

małopolskie / Kraków

Old Timers Garage
Old Timers Garage
Klub prezentujący koncerty na żywo i na najwyższym poziomie. Utrzymany w klimacie...

śląskie / Katowice

Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek PLECIUGA jest miejską instytucją kultury, która od 1953 roku prężnie funkcjonuje...

zachodniopomorskie / Szczecin

Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia oferująca szeroki repertuar, zarówno w wykonaniu własnego zespołu jak i gości z...

dolnośląskie / Wrocław