Artysta.pl na Facebooku

Święto polskiego tańca w Poznaniu

il. Wojciech Świerdzewski
Poznań stolicą polskiego tańca! Takie oto hasło towarzyszyło trzeciej już Polskiej Platformie Tańca w Poznaniu. Na cztery dni w przestrzeń Starego Browaru i Centrum Kultury Zamek wkroczył taniec współczesny – ten najwyższych lotów. Spośród 90 propozycji jury w składzie: Anna Królica, Carine Meulders oraz Jacek Kopciński wybrało 12, które zostały zaprezentowane podczas imprezy. Ich zadaniem było odzwierciedlenie obecnej sytuacji na polskiej scenie tanecznej. Z roku na rok staje się ona coraz bardziej różnorodna, co potwierdziły wszystkie spektakle.

Dzień pierwszy

Pierwszego dnia goście Platformy mieli okazję zobaczyć dwa skrajnie różne wydarzenia. Festiwal nieszczęśliwie zainaugurowało When I Don’t Dance I Collect Crystal Balls, które na tle całego programu było najsłabszą z propozycji. Choć podjęta przez twórców: Magdalenę Chowaniec oraz Mathieu Greniera tematyka okazała się bardzo aktualną i kontrowersyjną, całość wyrazu zawiodła. Tancerze wcielili się w role Barbary i Williama – osób zajmujących się tańcem towarzyskim od dziecka. Wspólnie tworzą jedynie z pozoru zgraną parę potrafiącą oddzielić życie towarzyskie od zawodowego. Ich życiowym celem jest zbieranie kolejnych kryształowych kul, które mają wypełnić pustkę życia prywatnego. Tańczą, bo, jak wspomina Barbara w trakcie wywiadu, „taniec jest piękny”. Jednak pod tą powłoczką sztuczności, sprayu, bronzerów do ciała i brokatu skrywają się ludzie zaślepieni dążeniem do perfekcji. Tę sztuczność udało się tancerzom przedstawić aż nazbyt dosłownie. Koncept przedstawienia ich życia, prób rozmowy z osobami spoza środowiska okazał się zabawnym performansem. Jedynie początkowa część spektaklu dawała namiastkę artystycznego wyrazu treści, którą pragnęli przekazać. Przy pomocy kilku kartonów i własnych ciał tworzyli coraz niebezpieczniejsze posągi. Niestety, dalsza część to prosta dramaturgia, niepozostawiająca widzowi pola do interpretacji i własnej refleksji.

Wieczór uratował kolejny spektakl – Le Sacre. Czterdzieste już przedstawienie Teatru Dada von Bzdülöw to prawdziwe święto dla miłośników odważnego tańca współczesnego. Niezależna grupa założona przez choreografa i reżysera Leszka Bzdyla oraz tancerkę i choreografkę Katarzynę Chmielewską działa nieprzerwanie od 1992 roku. W tym czasie udało im się stworzyć rozpoznawalny wizerunek teatru, pod szyldem którego grupa aktorów i tancerzy tworzy doceniane na całym świecie spektakle. Tym razem założyciele postanowili spojrzeć na jedno z najważniejszych dzieł w historii teatru tańca – Święto wiosny – w sposób, którego pierwotnie pragnął jego autor – Igor Strawiński. Otrzymali na to szansę dzięki badaniom profesora Jeffa Pereca, który poświęcił kilka lat na poszukiwanie zapomnianej wersji dzieła. Leszek Bzdyl i Katarzyna Chmielewska postanowili na nowo spojrzeć na rozważania Strawińskiego, które doprowadziły go niemal do obłędu. Dzięki doskonale zgranej grupie tancerzy (Izabela Chlewińska, Katarzyna Chmielewska, Tatiana Kamieniecka, Dominika Knapik, Anna Steller, Leszek Bzdyl, Radek Hewelt oraz Dawid Lorenz) udało im się stworzyć coś znacznie więcej niż spektakl. Ich dzieło formą przypomina rytuał, który skłania do rozważań na temat współczesnej ofiary, jej sensu i istoty samobójstwa odmiennej od tej zawartej w znanej nam wszystkim wersji utworu. Energia, którą emanuje scena, stawia widza na pozycji niemego obserwatora. Pozbawiony wpływu na wydarzenia, w których podświadomie bierze udział, musi poddać się woli twórców. Le Sacre uznany za najlepszy spektakl teatralny sezonu 2009 stawia wiele pytań. Jednak poszukiwania odpowiedzi wydają się z każdą minutą coraz bardziej niemożliwe do odkrycia. Być może właśnie to najbardziej przerażało Strawińskiego. Niemożność poznania sensu niespójności człowieka. A być może inaczej – odkrycie jej bezsensowności. Fragmenty listów, w których krytycznie wypowiadał się co do poczynań i decyzji podejmowanych przez Diagilewa, ukazują pierwotny wyraz Święta wiosny. Właśnie odrzuconą przez niego wersję odważyli się wcielić w życie założyciele Teatru Dada von Bzdülöw. Ich dzieło ukazuje radykalne założenia mitycznego już baletu, które na wiele lat zostały przykryte płachtą poprawności i estetyki wyrazu.

Dzień drugi

Podczas tegorocznej edycji Polskiej Platformy Tańca artyści mieli okazję zaprezentować własne dokonanie nie tylko w formie spektakli. Kuratorzy projektu zaplanowali dodatkowe spotkania, podczas których mogli przedstawić zarys całej swojej działalności. Takie właśnie wydarzenie towarzyszyło programowi dnia drugiego.

Open Studio Presentations to otwarta przestrzeń prezentacji udostępniona wybranym artystom, którzy opowiedzieli gościom Platformy o swoich zakończonych już projektach i planach na przyszłość. Kuratorka programu – Joanna Leśnierowska – zaprosiła do udziału w tych minitargach Teatr Bretoncaffe, duet Harakiri Farmers, a także choreografki i performerki: Agatę Maszkiewicz i Renatę Piotrowską. Na spotkanie niestety nie dotarły artystki pierwszego z wymienionych zespołów, co nie przeszkodziło w autoprezentacji kolejnych przedstawicieli środowiska tanecznego. I tak Wojtek Klimczyk i Dominika Knapik (podczas tegorocznej Platformy wystąpiła w spektaklu Le Sacre Teatru Dada von Bzdülöw) przedstawili swoje dotychczasowe zrealizowane projekty. Charakterystyczną dla nich cechą jest różnorodność wykorzystywanych środków przekazu, a także lokacji, w których działają. Czasem jest to teatr i choreografia, a innym razem video i basen. Odmiennie język ciała traktuje natomiast Agata Maszkiewicz. W swoich projektach posługuje się nim jako poetyckim medium kontaktu z publicznością, a ciało traktuje jako narzędzie dramaturgii. Udowodniła to między innym w pracy Don Kiewicz i Sanczo Waniec, gdzie przyglądała się fenomenowi donkiszotyzmu i jego współczesnej odsłonie. Natomiast najbardziej ekspresywną okazała się prezentacja Renaty Piotrowskiej. Opowiadając o swoim najnowszym projekcie, niejako przeprowadzała eksperyment na widzach. Krzycząc, wykonując niezrozumiałe gesty i mówiąc mechanicznym głosem, wprawiała obserwatora nie tylko w zadziwienie, ale i zakłopotanie. Stawiała przed nim pytanie, które towarzyszy jej podczas obecnie prowadzonych badań. Czym jest ciało? Jedynie tkanką ludzką czy każdym przedmiotem, który nas otacza? Te odmienne, a jednocześnie dopełniające się sposoby postrzegania tańca i choreografii, dały uczestnikom Platformy obraz pracy artystów. Ta konfrontacja nie miała na celu ich oceniania, lecz dostrzeżenie wciąż rozwijającej się różnorodności wyrazu w polskim środowisku tanecznym.

Spektakl, którym oficjalnie rozpoczął się drugi dzień festiwalu, stanowił prawdziwe wyzwanie przede wszystkim dla jego twórców. Zmierzenie się z „kamieniem milowym” historii teatru tańca musiało oznaczać niełatwe zadanie. Jednak Janusz Orlik wraz ze swoją interpretacją choreograficzną Święta wiosny wykonał je niemalże bezbłędnie. Muzyka autorstwa Igora Strawińskiego idealnie wpisuje się w działania sceniczne tancerzy. Darren Anderson, Nicholas Keegan oraz sam Janusz Orlik jedynie przy pomocy misternie zaprojektowanego światła i własnych ruchów budują dramaturgię, której nie potrzebne są słowa. Ich brak czyni ją jedynie mocniejszą i jeszcze dotkliwiej oddziałującą na emocje widza. Czystość, emanująca ze sceny, zdaje się tworzyć aurę jedności trzech mężczyzn, którzy w rzeczywistości pozostają odrębnymi jednostkami. W choreografii Orlika dopełnia się istota ofiary, lecz jej sens pozostaje zagadką. Taniec wypływa prosto z ich wnętrza. Jest niemalże pierwotny. W tym właśnie tkwi najwyższa wartość poświęcenia tancerzy. Tańcząc, składają widzom ofiarę, nie oczekując nic w zamian.

Jedną z najważniejszych propozycji programu Polskiej Platformy Tańca 2012 okazała się najnowsza produkcja Tomasza Bazana Station de Corps. Założyciel Teatru Maat Projekt rozpoznawalny nie tylko na polskiej scenie tańca współczesnego otwiera przed widzem kolejne przestrzenie. Nie tylko sam się z nimi mierzy, ale także zaprasza obserwatora do podróży, z której każdy może wynieść coś wartościowego. Na naszych oczach pokonuje kolejne stacje swojej podświadomości. Poznaje granice swojego ciała, a następnie za wszelką cenę stara się je przekroczyć. Pragnie uchwycić najdrobniejsze zmiany, które zachodzą właśnie w procesie istnienia pomiędzy tym, co poznane, a tym, co jeszcze nieosiągalne. Tancerz już na samym początku czyta oświadczenie, które przyświeca mu podczas całej jego drogi. On tańczy dla nas, lecz jeśli my nie spełnimy jego oczekiwań, zabierze wszystko to, co oddaliśmy. Podczas spektaklu artysta za pomocą muzyki, światła, a przede wszystkim własnego ciała tworzy wyjątkowo intymny klimat. Pomimo pełnej widowni każdy z osobna ma wrażenie, jak gdyby tańczył właśnie dla niego. Obserwator staje się świadomy płynności emocji, wartości i energii, którymi zaczyna dzielić się ze sceną. Przynależność ciała nie jest już tak oczywista. Czy zmiany, którym zostajemy poddani, nie czynią nas jedynie marionetkami w rękach materii, w której żyjemy? Station de Corps stawia przed widzem pytania, na które nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć. Fakt ten czyni spektakl Tomka Bazana niekończącą się podróżą, której celem jest poszukiwanie.



Cały tekst Zuzanny Bućko znajdziecie w nowym numerze miesięcznika „Kontrast” s. 27.



Dodał: Artysta.pl

Piątek 15 marca 2013 13:17

Ilość odsłon: 2124

Ocena: 0 (Głosów: 0)
Zaloguj się aby móc głosować.

Komentarze

Nie znaleziono komentarzy

Promowane miejsca
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia Wrocławska im. Witolda Lutosławskiego
Filharmonia oferująca szeroki repertuar, zarówno w wykonaniu własnego zespołu jak i gości z...

dolnośląskie / Wrocław

Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek Pleciuga
Teatr Lalek PLECIUGA jest miejską instytucją kultury, która od 1953 roku prężnie funkcjonuje...

zachodniopomorskie / Szczecin

Zbiornik Kultury
Zbiornik Kultury
Młoda kultura potrzebuje przestrzeni. Zanim zdefiniują się hierarchie, zanim usankcjonują się...

małopolskie / Kraków

Old Timers Garage
Old Timers Garage
Klub prezentujący koncerty na żywo i na najwyższym poziomie. Utrzymany w klimacie...

śląskie / Katowice

Meskalina
Meskalina
Tu songwriterzy czarują publiczność, jazzmani przypominają o dekadach dekadencji, a laptopowi...

wielkopolskie / Poznań